niedziela, 29 sierpnia 2010

Baskijska tortilla de patatas - z chistorr'ą i pewną historią

Tortilla de patatas to prosta potrawa prostych ludzi.  Nie ma w niej nawet przypraw.
Jej podstawę stanowią jajka i 
ziemniaki pocięte w plastry. W wersji baskijskiej ziemniaki są cięte w kostkę i zdecydowanie ta metoda przypadła mi do gustu. Faktura tortilli jest bogatsza i smakuje inaczej niż tortilla z ziemniakami pociętymi w plasterki. Ot, taki mały szczegół.
A jednak. 
Mam okazję przyglądać się, jak tę potrawę robi rodowity Baskijczyk:

wtorek, 24 sierpnia 2010

Festiwal Smaku Gruczno 2010 - "moim okiem"

Trudno sobie wyobrazić lepsze miejsce na prezentację i degustację tego, co do Gruczna przywożą pasjonaci dobrego jedzenia z całej Polski.
W malowniczej dolinie rzeki Strugi, która napędzała kiedyś swą mocą powstały w 1888 roku młyn odbywa się po raz piąty Festiwal Smaku, który zgromadził w tym roku rekordową liczbę wystawców i odwiedzających.


Widok na Stary Młyn z 1888 r.

W tym roku, stałem po drugiej stronie "barykady" i jako "wystawca" nie byłem w stanie zwiedzić - tak jak wcześniej chciałem - całego Festiwalu, co i tak chyba nie było by możliwe.
Przyjeżdżamy dość wcześnie by zastać jeszcze śpiącą spokojnie dolinę.

poniedziałek, 16 sierpnia 2010

niedziela, 15 sierpnia 2010

Pieczeń z guinnessem

Kluby Pop-up - to własne mieszkania, które na określony czas w wybranym terminie zamieniają się w restauracje dla kameralnego grona.
W Londynie i Berlinie jest ich wiele. (http://savoytrufflesupperclub.com).
Można powiedzieć, że zapanowała na nie moda.
W Polsce jest ich dopiero kilka – głównie w Warszawie.
Dostałem niedawno propozycję, aby przygotować kolację w takim właśnie klubie.
Gotowanie i menu – „moje”.
Pomyślałbym, że to żart, gdyby osoba, która mi to zaproponowała, skora do żartów w tej materii nie jest i zna się na kuchni tak, że podczas rozmowy telefonicznej łapie się na tym, że tkwię – mimo iż tego nie widać – w delikatnym ukłonie.

środa, 11 sierpnia 2010

Wielkie dylematy dużego wszystkożercy - CHORIZO i nie tylko


Pewnego dnia wstałem uradowany z łóżka zupełnie przekonany, że nie posiadam mózgu, przynajmniej jego znacznej części. Siedziałem przez chwilę w błogim stanie myśląc zupełnie o niczym.
Pogrążyłem się kapiących kroplach porannego deszczu i szarych chmurach.
Po raz pierwszy mój mózg od 5 rano nie nadawał na kilkutysiącach obrotów, jak odrzutowy silnik. Jakieś okruszki myśli przebiegły za małym pajączkiem idącym po ścianie i uśmiechnąłem się słodko, a przynajmniej tak mi się wydawało, to najlepsza z żon powiedziała: Co ci tak wesoło o 5 nad ranem?
Co by tu zjeść odpowiedziałem, masz dziś może ochotę na kacze piersi we wiśniowym sosie?
Piersi bym zrozumiał, ale ten sos?

niedziela, 8 sierpnia 2010

Karaibski UDEK - słodki gulasz z kurczaka


Z kuchnią karaibską, archipelagiem Karaibów i najbardziej znaną mi Jamajką, nieodłącznie kojarzyłem z reage, roześmianymi ludźmi, wspaniale nudnymi rajskimi plażami, z kokosowymi palmami, rumem, fikuśnymi drinkami, egzotycznymi owocami i bezkresem wody z całym ich wewnętrznym bogactwem. Nie spodziewałem się, że w tamtych rejonach odnajdę niesamowite połączenia smaków i olbrzymią krainę pachnącą grillowanym mięsem.


wtorek, 3 sierpnia 2010

LUBCZYK, którego nie da się nie lubić


Tegoroczny urlop spędziłem w samotności. No może nie zupełnie. 

A zresztą, co to jest samotność do cholery. Mam 1200 metrów kwadratowych zieleni, porzeczki, agrest wiśnie, poziomki, bazylia, pietruszka pachnąca jak najlepsze perfumy, lubczyk, domek, ciepłą wodę, prąd, porządny tasak do cięcia, japoński nóż, z którym już niejedną kroplę krwi przelałem, zacieniony winogronowymi liśćmi taras, wygodny fotel, książki, chmury kłębiące się tego roku swoimi wymyślnymi formami jakby specjalnie dla mnie – mam spokój. 

Kilka minut jazdy rowerem mogę dotrzeć do małego zakładu produkującego ekologiczne mięso.  Złotnicka pstra to rodzaj świnki, której mięso może pomieszać ci zmysły, ale miesza tylko w kubkach smakowych jak nic innego. Sam właściciel hoduje je obok swojej willi. 
Przewróciło do góry nogami moje wyobrażenie o mięsie.
Maceruje je, choć można jeść je na surowo. Pachnie kwiatami – bez żartów. Może to zasługa świeżego powietrza, które mnie zewsząd otacza, dobrej wody, która płynie rurą z 15 metrów pod ziemią.

niedziela, 1 sierpnia 2010

Kuchnia karaibska – Jamajski kociołek kardamonowy


Często się mówi o kuchni tajskiej, że ponoć najlepszą na świecie jest, o chińskiej, że ze swym bogactwem i oszałamiającą liczbą „komponentów” jest w stanie doprowadzić każdego do obłędu, o indyjskiej, że pachnie korzennymi wonnościami pamiętającymi Buddę.
Na słowo kuchnia karaibska niewiele światełek mi się w głowie zapala oprócz rumu i bananów, słodkich patatów,
malibu i kokosa, choć tego znacznie łatwiej mi przykleić do kuchni tajskiej czy chińskiej.


Karaiby to wyłącznie wyspy. Największa z nich to Kuba, mniejsze: Dominikana, Jamajka, Portoryko i wiele małych, jak znane nam Barbados czy Gwadelupa.
Karaibska kuchnia posiada oczywiście swój wspólny mianownik, ale wędrując po tych iście niebiańskich wyspach znajdziemy kuchnię w każdym zakątku proponującą dania oryginalne a przede wszystkim zaskakujące pod względem „smakowych połączeń”.