poniedziałek, 25 stycznia 2010


Jeśli przechlejecie całą kasę na łyk-end i następnego dnia dopadnie was kac; jest dobry sposób, aby s...syna utopić w czymś naprawdę prostym. 
Prowansalska zupa czosnkowa nazywa się „aigo boulido” – wrząca woda. Nie brzmi zachęcająco. Zapewniam – warta jest tego krótkiego czasu na jej przygotowanie i skutków, jakie wywołuje.



Bierzecie garnek, a jeśli nie macie, to nawet na patelni, byle dość głębokiej, w której zmieści się litr wody, zrobicie ten uzdrawiający trunek na pewno.

Gotujecie wodę, siekacie drobniutko cztery ząbki czosnku i wrzucacie do wody.

Dodajecie liść laurowy.
Nie gadam z nikim, kto w domu nie ma liści laurowych.

Wlewacie dwie łyżki oliwy z oliwek - obejdzie się bez niej jak nie macie na stanie.

Zdejmujecie z ognia wodę, dodajecie do niej żółtko jaja - ze dwa jak macie - mieszacie.

Doprawiacie solą, pieprzem – wypada dodać tymianku.

Robicie grzanki.

W tosterze, na patelni, w piekarniku, palnikiem acetylenowym.

Chcecie – dodajcie na nie odrobinę dobrego masła.

Kładziecie w głębokim talerzu grzanki, zalewacie przygotowanym „wywarem”.
Można też pokroić chleb w kostkę i podsmażyć na maśle na patelni.

Nie jestem w stanie opisać tej prostoty.

Niektóre dania to powieści, horrory, kryminały czy science fiction.
To danie jest poezją. Nie każdy ją lubi, ale warto od czasu do czasu przeczytać jakiś wiersz.

To jest wierszyk dla skacowanej duszy. Aigo boulido.

18 komentarzy:

MajaK pisze...

...poezja smaku...:):)...ja lubię....wcale nie musi być na kaca...bez niego też smakuje wspaniale.....

Nivejka pisze...

Ufffffffff... co za ulga. Utrzymuje stały zapas liści laurowych;)

PeeS. Zobacz śląską cebulową ;)
http://nivejkowy.blogspot.com/2009/11/zupa-jak-zupa.html

Anonimowy pisze...

No i nie można się nie zgodzić - dla mnie na kaca zawsze najlepsze lekarstwo to gorąca zupa, a najczęściej robię sobie (bo innej mi się z reguły nie chce robić, słabawy wtedy jakiś jestem!) wodzionkę.
Wodzionka to taki śląski, szybki ratunek na skołatany żołądek!:))
Ta Twoja też wydaje się być dobra i odpowiednia!
Ale najlepszy w takim przypadku to jest żurek - dobrze go mieć w lodówce...
gregg

grazyna pisze...

Zapamiętam sobie w razie potrzeby a może zrobię i bez niej :)

mag-43 pisze...

cholera, od dawna nie miewam kaca. tak więc spróbuję bez tego

Bareya pisze...

MajaK:: Oczywiście lepiej konsumować tą poezję bez kaca, to się zgadza.

Nivejka:: Zupkę cebulową zapisałem do swojego prywatnego zbiorku. Dzięki. Cebulę lubię bardzo i robię ją tak, jak to kiedyś, mój Dziadek robił, smażąc dużą jej ilość z kiełbasą. Zajadamy się tym z moją z najlepszą z żon i popierdujemy potem udając, że sąsiedzi się awanturują. Słyszysz, ty słyszysz - sruuuu, ale chamy, sruuu, no do spółdzielni pójdę i naskarżę, że się chamy wieczorem nie umieją zachować, sruuu.
I dziękuje za miły tekst o moim blogu. Połechtałaś mnie bardzo. Dziękuje.

gregg:: No wodzionka dobra rzecz a żurek to polska poezja o której pewnie kiedyś napiszę.

grazyna:: Dzięki, że wpadłaś w moje skromne progi. Zapraszam ponownie.

Bareya pisze...

mag-43:: I tak trzymać.
Ja go miewam jeszcze czasami więc mam na podorędziu takie przepisy. Ale wypróbowałem go wyłącznie ze względu na genialną prostotę, którą cenię ponad wszystko.

Anonimowy pisze...

Magu! - jakoś mi się, cholera, nie chce uwierzyć, że dawno nie miałeś kaca!!!???!!!!:)))))
Jeżeli to jest prawda, to ja w najbliższych dniach jadę do Tadzia, do Istebnej - i jak byś tam przyjechał to cię wyleczymy z braku kaca!!!:))) - adres podam mailem!:)
gregg

MajaK pisze...

...:):):)...lubię tu zaglądać....tylko cholera głodna się zaraz robię...poproszę o przepis na odchudzające danie...koniecznie z dużą ilością liści laurowych i cebuli....bo uwielbiam i to i to...:):)...

Bareya pisze...

MajaK:: Wiesz MajaK, nie ma dań odchudzających. Jak zjesz dietetyczne - czytaj gówno warte - jogurty, których norma cukru jest przekroczona
4-krotnie, to mi uwierzysz, czy nie?
Danie dietetyczne choć wiatropędne i cudownie smakowite to cebula - na przykład - delikatnie duszona z dobrą kiełbasą lub boczkiem. Czasami zastępuję ją selerem pokrojonym w plastry. Zreszta smażone selery to osobna genialna historia. Chryte kiedy ja to wsztstko opisze. pozdrawiam

MajaK pisze...

...nie jadam jogurtów ani "zdrowej żywności "....wszystko smażę na smalcu.....jadam dużo prawdziwego masła.....a cebulę kocham w każdej postaci...nie nie w każdej.....gotowanej nie lubię..:(...
...opowiedz o tym selerze ....:):)...

Bareya pisze...

MajaK:: Seler panieruje się tak jak schabowe i smaży. Podaje to z sosem ale o tym napiszę niebawem

mag-43 pisze...

po moich nalewkach kaca się po prostu nie miewa, co najwyżej trochę ciężką głowę! ot i cała tajemnica

ebe4 pisze...

jedno gorsze od drugiego;)

Bareya pisze...

ebe4:: Całymi zdaniami poproszę. Co jest gorsze jedne od drugiego?

Polacy przyjechali... pisze...

Brzmi mniamuśnie, na 100% spróbuję i to nawt bez kaca.

MajaK pisze...

...dawaj tego selera!!!....:):)...bo mi język do d....ucieknie........

Bareya pisze...

MajaK:: Będzie w sobotę. Z doskonałym sosem, który właśnie opracowuję. Więc wybacz i spróbuj swój język jakoś poskromić.