poniedziałek, 22 marca 2010

Polędwicza wyspa szczęścia



Teściowa piękną polędwice kupiła, siatę z wiktuałami wręczyła i powiedziała.
- W niedzielę jesteśmy u Ciebie na obiedzie słodziutki.
Nie dosłyszałem dobrze, ale chyba dodała. – Kucharzyć na blogu to każdy umie.
Dwa dni siedziałem przed literaturą. W książki i czasopisma się żem rzucił, ale to raczej morze niż jeziorko, horyzontu nie widać i człowiek pływa dookoła siebie, nie wiedzieć czy brzeg bliski czy mu w tym potopie przyjdzie znaleźć grób.
Za dużo, żem kupował. Najlepsza z żon, szminki i sukienki, ja, książki. – Co ci po nich? – dodaje najlepsza z córek?
Tak jak teściowa pieczyste robi - niezmienie wypowiadając formułkę „kurwości, znowu dupa z gęby wyszła” - nie robi nikt mi znany.
Z pierwszego piętra czuję aromaty dobywające się z czwartego. I krzyki – dupa z gęby wyszła, kurwości z tym gazem, jakiś nijaki on dzisiaj.
Tak to już jest - niektórzy się nie zmienią. Teściowa nie zmieni formułek, i na szczęście pieczystego, niezmiennie doskonałego, mimo stania nad nią godzinami wobec nieodgadnionej tajemnicy jaką w kuchni czyni.
Tak jak przy moim Dziadku stałem i podglądałem jak ziemniaki z cebula i kiełbasą robi. Każdy ziemniak brązowy był i chrupiący niczym frytka, cebula niespalona i kiełbasa prawie wędzona. Gapiłem się godzinami i nic.
Każdy ma swoje tajemnice, których choćby w duszę jakimś mikroskopem zaglądać nie wydobędziemy i nie dowiemy się o nich niczego.
Możemy tylko naśladować.
Chodzić tymi samymi ścieżkami, co nasi „nieobecni”, wspominać ich talent, na który parskali by śmiechem.
Mój Dziadek polędwicy chyba nie jadł nigdy w życiu.
Jemu dedykuje to danie słysząc jego śmiech, kiedy patrzy na zdjęcie powyżej i widzę jak swój wielki paluch wbija w mój misternie uformowany kopczyk ziemniaków kwitując – a po co to tak żeś zrobił, przecież patyki i kije, wszystko w dupie zgnije.
No cóż, z za Buga był i liczył się dla niego tylko smak i prostota.
Jak to było podane, znaczenia zupełnie nie miało.
Siedzi w niebie i śmieje się, że staram się jak jakiś fircyk w zalotach.
  • 600 g polędwicy wieprzowej
  • 12 ziaren ziela angielskiego
  • 4 liście laurowe
  • pół kostki masła
  • 1/3 szklanki oliwy z oliwek
  • 100 g parmezanu
  • 1 kg ziemniaków
  • puszka groszku
  • cząber
  • olej z rzepaku - z pierwszego tłoczenia (nie wiem czym go zastąpić, ma tak intensywny smak, że absolutnie nie znajduję słów aby go z czymś przyrównać. Mówi się o nim „oliwa północy”, nasza, genialna w smaku, aromatyczna, korzenna o nutach dymnych, wędzonych. Można, tak samo jak oliwe z oliwek nalać na talerzyk i maczać w nim dobry chleb, przegryzając serami, jak na przykład takimi - http://serypolskie.blox.pl/html - Brzucho wie co dobre. Nie ma większego fachowca od serwów Polsce. A jak on je opisuje? Czysta poezja.) 
  • sól morska
  • świeżo mielony pieprz 

Pomyslałem dzisiaj nie wiedzieć dlaczego (może dlatego, że myślę o nim codziennie) o moim kochanym Dziadku Bareji i ziemniakach jakie czynił, doskonałe, Rembrantowsko brązowe, impresjonistyczne na talerzu. Ale dość. Bo się rozczulam jak dzieciak.
Weźcie tą cholerną polędwicę i połóżcie na rozgrzanym do czerwoności maśle z oliwą, wcześnie zebrawszy oczywiście szumowiny, które z tego masła wyszły.


  1. Smażcie polędwicę po 5 minut z każdej strony. Może być po 10 jak nie lubicie w środku prawie surowej.
  2. Po 4 minutach przykrywam żeliwiak pokrywką, w którym się piecze polędwica. 
  3. Przewracam na nieupieczony bok, kolejne 4 minuty i minuta pod przykrywką. Zapomniałem dodać, że zmielonymi ziołami, zielem angielskim i liśćmi laurowymi posypałem mięso.
  4. W mundurkach gotuje ziemniaki – około 15-20 minut. 
  5. Obieram, kiedy wystygną. 
  6. Ziemniaki mielę w maszynce na cienkich „oczkach” z groszkiem wcześniej przesmażonym na oleju rzepakowym z pierwszego tłoczenia z łyżką cząbru. Odrobinę solę.
  7. Zmielone ziemniaki z groszkiem i parmezanem formuje w „cycki” za pomocą natłuszczonej olejem filiżanki, z której wypadają chętnie, kiedy się ją stuka delikatnie o deskę do krojenia. Możecie to oczywiście zrobić ręcznie robiąc kule lub kształty, na jakie macie ochotę.
  8. Posypuję ziemniaki odrobiną startego parmezanu. 
  9. Zapiekam ziemniaczane cyce w piekarniku przez 10 minut aż zbrązowieją.
  10. Tnę na cienkie plastry polędwicę i polewam sosem wytworzonym z pieczenia. 
  11. Podaję z marchewką ugotowaną w małej ilości wody z masłem i kaparami. 
Smacznego Dziadki, Babcie i wszyscy inni szanowni goście.

14 komentarzy:

Holden Caulfield pisze...

Chłopie, o tej porze to ja nie jem, ale normalnie SMAKI mnie biorą:)))))))))))) dziękuję,,,, am, am

Bareya pisze...

Holden:: Chłopie, ja jem o każdej porze, gotuje o każdej porze...i dziękuje, że ci smakuje choć jak ciebie znam, to będę kiedyś po prostu dla Ciebie to wszystko ugotować jak się spotkamy. Oczywiście wtedy - kiedy zawiniesz w bandaże aparat i nie będziesz się za młodymi dupeczkami po pięknym Poznaniu uganiać nie do poznania.

MajaK pisze...

...Bareya....!!!....znowu muszę do kuchni lecieć.....jak ty to robisz ,ze wszystkie zapachy z Twojego gotowania są w moim domy???.....

Bareya pisze...

Maju:: To jakoś internetem musi iść. Po kablach. Po kablach Twojej wyobraźni. Dzięki.

grazyna pisze...

Dzielnie się spisałeś ! Dogodzić teściowej, to niełatwa sprawa... Podoba mi się to danie bardzo, jak i wspomnienia o dziadku. A nie napisałeś, jak teściowej smakowało ?

emka1216 pisze...

Dziadek rację miał, ze i tak wszystko się przerobi, ja jednak lubię najpierw jeść oczami. A pieczyste niedługo robić będę. Święta się zbliżają. Chociaż wątpię czy osiągnę mistrzostwo Twojej teściowej. Tak jak nikt nie osiągnie mistrzostwa pierogów ruskich mojej Babci.

Margo pisze...

No dobrze, prawiem babcia, więc nie będę się burzyła idę rzuć polędwicę zięciowi, nawet nie będę się wygłupiała, że potrafię lepiej :)

Pozdrawiam i dziękuję

Bareya pisze...

grazyna:: Teściowa się dzielnie spisuje pochłaniają te moje kulinarne wydziwiania. Sądząc po ilości dokładek było całkiem nieźle.

emka::Wiesz, jak dostatecznie często robi się kilka dań przez 30 lat to zachodzi prawdopodobieństwo, że staniesz się w nich "mistrzem" co wypadku teściowej wypada dodać - mega mistrzem.

Margo:: Danie jest proste, co tu do umienia. Ja gotuje, ty piszesz.

jewishprincesss pisze...

Bareya, to najbardziej uroczy z wpisów na tym blogu :)
Teraz ludzie jedzą oczami,ale jeśli potrawa nie jest smaczna to nawet piękna forma jej nie pomoże...:) Twoje potrawy są pięknie podane i smakują znakomicie,perfekcja,tylko pozazdrościć,inspirować się,podglądać i uczyć

Czyprak Antoni pisze...

Oż cie w potylice... Cudnie. Talencik się, widzę, niepośledni posiada. Z dziadkiem trochę się zgadzam, może dlatego, że co bym nie zrobił, na talerzu wychodzi mi jakaś kupa, ale za to jak mi ktoś tak ładnie podaje, to nie narzekam, tylko pochłaniam. Jeszcze się rozmyśli i kłótnia gotowa ;).

Bareya pisze...

Antoni:: Drogi Dobrodzieju. Proszę mi tu nie przesadzać z tymi kupami bo w Koszelewskiej kuchni waszej bywam i żadnych "krowich placków" żem nie widział gumiakami rozdeptanych. Chyba, że w szpilkasz zasuwasz, ale coś mi się nie wydaje.
Kiedyś jak Dziadek kotleta robił mielonego to było to KOTLET a nie groszek pociapany wymyślnym sosem. Z naszej świni niejednokrotnie więc o smaku prawić by tu można było bez końca. Może i te dania wyglądały jak szrapnelem dziabnięty żołnierz, ale smak to one miały.
Teraz mięso jakimś glutamiszajsem zalatuje.

Ivon pisze...

Czyta się Ciebie jednym tchem :) Jestem pod wrażeniem Twojego bloga. Pozwól, że będę tu często zaglądać.
A polędwica... ech co ja bym dała by móc jej skosztować :))))

Bareya pisze...

Ivon:: Pozwalam...
Nie jest to trudny przepis - po prostu zrób go...

Kasiuś pisze...

Chłopy, pięknie to wygląda! :)