poniedziałek, 17 maja 2010

Rendang schab



Inspiracje przychodzą zewsząd. Z książek, z nieoczekiwanego spotkania kilku przypraw, biorą się z obserwacji  kształtów i wydarzeń, z nieoczekiwanych sytuacji, które, najczęściej niechcący trącają nas jak przechodzień na ulicy, z którym się później zaprzyjaźniamy.
Ten przepis, a raczej ten sposób podejścia do naszego "swojskiego" schabowego ma swoje korzenie w pewnym sobotnim wydarzeniu.

Sobota – jakiś tam dzień, jakiś tam rok.


Obudził mnie stukot.
Stukot okazał się waleniem z pasją w deskę do krojenia – czyli polskie przygotowania do obiadu. Ktoś z wielkim zacięciem maltretował bez litości kawał wieprzowiny.
Nie wytrzymałem – wpadłem do kuchni i zacząłem walić tłuczkiem po szafkach. Półki mają ślady wandalizmu, tłuczek nie ma rączki, odpadła od mojego walenia.
Krzyki też nie pomogły.

Kiedy mięso zostało zatłuczone wyszedł sąsiad z psem.
Posiada psa rasy decybel – zdolnego obudzić trupa zakopanego dziesięć metrów pod ziemią.
Dziś dał nam dużą dozę wyrozumiałości i nie wstał ze swoim szczekaczem o godzinie 5.30 jak to zwykle robi na co dzień, tylko o 7.30.

Chciałem wyjść na klatkę z naręczem kabanosów, aby mu podziękować, ale sąsiad opuścił szybko klatkę – to akustyczne piekło – i zniknął gdzieś za zapaskudzonym trawnikiem.
Musiałem wyjść z domu. Względna cisza sobotniego poranka podziałała na mnie entuzjastycznie. Perspektywa pięknej pogody ukoiła moją wściekłość.

W pobliskiej piekarni kupiłem kilka bułek; te pod tytułem „śniadaniowe” są nawet niezłe; co prawda są to typowe – jak większość – dniówki, czyli jak nie zjesz dzisiaj, jutro poczęstuj świnki – ale świeże konsumuje się dość wygodnie.

Ale byłbym chyba niesprawiedliwy nie wspominając o bułkach sojowych – kosztują 65 groszy – czyli tyle co pół chleba – więc zachodzi podejrzenie, że mają coś wspólnego z pieczywem.
I chleb żytni 100%.

Niestety nie ma u nas prawa regulującego nomenklaturę piekarską, więc jeśli chleb nazywa się pszenno żytni to możemy być pewni, że jest to bułczana wata posypana odrobiną mąki żytniej. Żadne przepisy nie mówią o procentowym składzie takiego pieczywa.

Pani w sklepiku spytała czy pokroić chleb, który był pokrojony i z uśmiechem na ustach wymieniliśmy towar przypominający wyrób piekarski na polskie złote i rozstaliśmy się w milczącej przyjaźni.

Obok w innym sklepie kupiłem za drogie mleko, za drogi majonez Helmans’a, odtłuszczony, nie taki zły jak light – pozbawiony szkodliwego tłuszczu, koloru i smaku. Majonez to tłuszcz, tłuszcz z oleju i żółtek – musi być tłusty i tuczący.

Ale powiedzcie to producentom, którzy dbają o nasze zdrowie zastępując wielce szkodliwy tłuszcz cybernowoczesnymi wypełniaczami.
Jemy majonez a pierdzimy dwuhexacyjanowodorem. Z dupska wylatuje wysoce niebezpieczna substancja zdolna w kontakcie nawet z najmniejszą iskierką zamienić nasz tyłek w wojskowy miotacz ognia.

Zakupy zakończyłem podwędzaną szprotką.
Rozumiem, że coś może być wędzone, przewędzone, niedowędzone, ale za nic nie wiem, co to jest podwędzanie.
Może chodzi o zwykłą kradzież – czyli szprotka podwędzona, jest najprościej mówiąc martwą rybką ukradzioną z jakiegoś niemieckiego czy szwedzkiego magazynu.

Za kilka produktów zapłaciłem o wiele za wiele, skurczyłem twarz w bolesnym – dziękuję, dowidzenia – i pognałem do domu z szybkim postanowieniem nie przejmowania się szybkim kurczeniem się moich zasobów finansowych.

Po drodze na czwartym piętrze na balkonie – jeszcze w pidżamce – dziecko około osmio-dziesięcioletnie charczało jak stary palacz. Spojrzałem na nie ze współczuciem.

Kiedy mózg mój przeszył donośny a raczej nieznośny dźwięk alarmu ze sklepu mięsnego. Zacisnąłem mocno oczy i powiedziałem do siebie w myślach kilka przekleństw. Przed ósmą rano w piękną letnią sobotę alarm zabrzmiał jakoś niestosownie.

Mały miły, żwawy wróbelek też może okazać się niestosowny. Taki mały skurczybyk siedzący jak przyklejony epoksydowym klejem na poręczy balkonu – okazuje się wydawać dźwięki mogące doprowadzić normalnego człowieka w stan psychopatyczny.

Ale mały rześki jak górski potok wróbelek jest jednak niczym przy sroce, która nie wiedzieć czemu, z faszystowską metodycznością budzi człowieka około piątej rano, jakimś dziwnym przeciągłym charczenio-burczeniem.

Alarm przestał wyć i od razu pomyślałem o rowerowej wyprawie bardzo w głąb lasu albo nad jezioro, gdzie może jakimś cudem zaznam odrobiny spokoju.
Może uda się nawet wypić jakieś chłodne piwo.

Po drodze do domu jakiś grubszy jegomość przystanął obok ławki, położył na nie swoje plastikowe torby, zwane reklamówkami i zaczął grzebać namiętnie w kieszeni jakby szukał pieniędzy rozmnożonych cudownie w jego usyfionej pecikami kieszeni.
Puszkowe piwo stało obok niego jak totem jego klanu.

Zadowolony ze zdobytych zakupów wysypałem je na nasz dębowy stół i zasiedliśmy rodzinnie do śniadania, z minami nieco smutnymi, ale pełni nadziei, że dojedziemy dzisiaj naszym starym autem na działkę gdzie przy zapachu jałowca, pieczonych ziemniaków i karkówki spędzimy miły, niczym niezakłócony dzień. 


Rzadko gości u mnie w domu "typowy" schabowy. Robię ze schabu aromatyczne smażone kulki, siekańca, na wzór grubego placka, czy najlepiej, jak do tej pory zrobiony w maceracie z wódki i sosu sojowego w pomarańczowo-paprykowej wariacji.


  • 60-70 dkg schabu
  • 60 dkg ziemniaków
  • 2 puszki groszku (użyłem łuskanego grochu, który gotuje się bez wcześniejszego moczenia przez godzinę)
  • 10 dkg grana padano lub parmezanu
  • łyżka cząbru
  • kolorowy pieprz
  • olej do smażenia
  • sól 
Rendang:
Oryginalny skład jest nieco inny. Ja wykorzystałem łatwo dostępne składniki, aby go wykonać.


  • 2 łyżki oliwy z oliwek (może być inny olej)
  • 6 czerwonych papryczek chili – drobno pokrojonych
  • 3 cm korzenia imbiru – cieniutko pokrojonego
  • 2-3 szalotki – drobno posiekane
  • 2 ząbki czosnku – drobno posiekane
  • 1 łyżka trawy cytrynowej (ze słoiczka)
  • 10 orzechów nerkowca (utartych w moździerzu)
  • 1 łyżeczka ziaren kolendry (przypieczonej na patelni i zmielonej)
  • 1 łyżeczka kminku (przypieczonego na patelni i zmielonego)
  • 1 limonka
  • 100 ml wody 


  1. Schab pokrój w 0,5 cm plastry posyp solą, kolorowym pieprzem i odstaw.
  2. Podgrzej oliwę na małej patelni, dodaj chili, imbir, czosnek, szalotki, trawę cytrynową i zmielone orzechy.
  3. Smaż 5 minut.
  4. Dodaj kolendrę i kminek.
  5. Smaż dalsze 1-2 minuty.
  6. Dodaj wyciśnięty sok z limonki i wodę.
  7. Gotuj miksturę na małym ogniu około 10 minut aż zgęstnieje.
  8. Pastę utrzyj w moździerzu lub zmiksuj.
  9. Połóż plaster schabowego na talerzu, w którym będą pieczone, posmaruj obficie rendangiem i przykryj drugim plastrem schabowego.
  10. Posmaruj z wierzchu oliwą.
  11. Zapiekaj w piekarniku 10 minut. 
  12. Wyjmij szybko z piekarnika.
  13. Przełóż na drugą stronę podwójne plastry schabowego i zapiekaj dalsze 10-20 minut aż się mocno zrumienią.
Można, z podobnym skutkiem usmażyć schabowe na patelni po około 5 minut z każdej strony.
Tak przyrządzone kotleciki rozpływają się w ustach.

Podałem to mięso z aromatycznym puree z ziemniaków czynionych w następujący sposób:
Ziemniaki wrzucam w mundurkach do wrzątku.
Gotuje około 20 minut do miękkości.
Po odcedzeniu zostawiam chwilę do ostygnięcia i obieram.
W tym czasie groch podsmażam na patelni (około 5 minut) z łyżką suszonego cząbru. Odrobinę solę.
Przysmażony groszek mieszam z ziemniakami.
Rozgniatam na puree i dodaje starty ser.
Przekładam do żaroodpornego naczynia, wygładzam z wierzchu, posypuje serem i zapiekam 20 minut w piekarniku nagrzanym do 200 stopni.
Jako przystawkę podałem cienko pokrojone kiszone ogórki wymieszane z jogurtem z odrobiną cukru i drobno pokrojonymi kilkoma liśćmi świeżej mięty.
Smacznego

5 komentarzy:

Anonimowy pisze...

...nie masz litości Bareya...:(:(...ja w pracy jestem...znowu mam zwarcie w klawiaturach trzech....bo ślinka mi kapie niepowstrzymanie......:):)....jeśli smakuje jak brzmi....to chyba w przyszła niedzielę to zrobię :)....
Majka

Paula pisze...

wybornie wygląda... kusi niesamowicie!

Polka pisze...

Bareyo zgodnie z obietnicą mam coś dla Ciebie :)
Poproszę ładnie o adres na który ową rzecz mogę wysłać :)
Moje namiary zawszepolka@gazeta.pl

mag-43 pisze...

mieszkaj dalej w mieście, mieszkaj to joba na pewno dostaniesz

Bareya pisze...

magu:: Takiś mądry to daj jakąs madrą radę jak z tego miasta zwiać. Co prawda mam na obrzeżach Bydgoszczy sporą działeczkę ale jak na razie nikt poza mna tam osiąść nie chce.
A joba mam już od dawna cholera.