czwartek, 17 czerwca 2010

Torcik Pumpernikiel - nieco schizofreniczny


Nie chce was oszukiwać, więc zapisuje przepisy na bierząco. Wydaje mi się, że powinniście otrzymać to co ja. Dokładnie to samo.
Czasami się rozpędzam i robie coś jak w amoku, siadamy z moją najlepszą z żon i ona pyta: Co to? Co dodałeś, że jest tak przyjemnie kwaśne?
Patrzę się ślepo w sufit i oznajmiam, że nie wiem.
- Jak to nie wiesz, nie żartuj sobie ze mnie…
Nawet jak przepis zapisuje to robię to niekiedy tak niedbale, że nie potrafię go odczytać.
Siedzę przy komputerze robią jakąś okładkę do katalogu, wyciągam ołówek i szkicuje naprędce. Robię strzałki. A – pieczaraki, B – masa z twarożku z kaparami.
Zmieniam kolory w tle do okładki, bo piękny Ryn ze swoim zamkiem wymaga czegoś bardziej pogodnego niż zrobiłem. Chwytam znowu za ołówek i dodaje Ce i De.
Wkładam luźne kartki do małego notatnika, który zawsze leży przede mną, przed monitorem komputera Mac.
Idę po kawę, którą nasypuje z małego słoiczka. Rano była zmielona. Firmowa kuchnia zaczyna pachnieć świężą kawą. Wracam, wyciągam następne kartki.
I tak do szesnastej trzydzieści.
Podrzucić cię? – pyta znajoma z pracy.
Nie, dziś pójdę na pieszo. I znowu fala uderzeniowa. Samochody płyną po ulicy jednostajnym strumieniem a w głowie leje mi się miód gryczany, mięsiwa krojone w kwadraty, trójkątne marchewki i buraczki zrolowane i nadziewane fetą. 12 kilometrów przepisów.

Kiedy dochodzę do domu, połowy z nich nie pamiętam. Połowy, to mało powiedziane.
Kupuję czasami jakiś produkt, na przykład szparagi i ze zdziwieniem stwierdzam, że komplet szparagów już mam. Kupuje brokuły i ślinka mi cieknie na myśl o sałatce z fetą i prażonymi ziarnami słonecznika i dyni a tu, po otworzeniu lodówki, jaja się wysypują i mamią najlepszym omletem z parmeńską szynką i suszonymi pomidorami.
Chryste - czasami myślę, że jakąś lobotomię musiałbym sobie zafundować, aby non stop w schizofrenicznym podnieceniu wciąż nie chadzać.
Dziś, nie wiadomo skąd, pumpernikiel mi się po drodze przyśnił, mimo iż lodówka pęka od pieczarek, twarogu, szpinaku i wszelakich ingrediencji.

A więc spoglądam na półkę i wzrok mój się kieruje w kierunku jakiejś okrągłej puszce po kawie. Odkręcam pokrywkę, kładę na kawałku chlebka pumpernikiel i mocno z góry dociskam.
Wycinam kółko i obkrawam delikatnie wokoło, aby tworzyło okrąg mniejszy nieco niż zakrętka. Wycinam tak pięć kółek.


Kostkę twarogu mieszam z dwoma łyżkami majonezu. Dodaje kolorowego pieprzu.
Smaże na patelni jedną małą cebule na łyżce masła aż ładnie się zarumieni i dodaje z tłuszczem do twarogu. Mieszam na jednolitą masę.

Kroję drobno 4 duże pieczarki i wrzucam na rozgrzaną patelnię, solę i chwilę smażę.

Dodaję gałązkę rozmarynu i 2 łyżki drobno pokruszonego pumpernikla, który został po wykrojeniu kółek. Następnie dodaje 4 łyżki oliwy z oliwek i często mieszam. 

Po 10 minutach dodaje łyżkę keczupu i kilka kropel tabasco.

2 jajka gotuje na twardo a po ostudzeniu i obraniu skorupek drobno kroje i mieszam z 2 łyżkami majonezu i 10 drobno pokrojonymi kaparami. 

Dodaje kilka łodyżek szczypiorku.

Każdą z tych rzeczy przekładam do osobnej miseczki.

Kółka pumpernikla kroje na połowę. 

Przekręcam o 90 stopni i kroje znów na połowe. Otrzymuje 4 ćwiartki.

Ostrożnie wykładam nimi dno pokrywki od kawy i nakładam dowolny farsz np. twarożkowy. 

Na wierzch kładę drugie koło z pumpernikla tak, aby nacięcia pokrywały się ze sobą. (Przyda się to podczas krojenia).

Odwracam pokrywkę, delikatnie pukam w dno i wyjmuje uformowany farsz. 
Za pomocą metalowej łopatki przenoszę go na talerz.

Tak samo postępuję z farszem pieczarkowym i jajecznym.

Formuje torcik. Dekoruje pozostałym pumperniklem pokruszonym w kawałki.

Mówię wam, kino skandynawskie to najbardziej niedoceniana kinematografia na świecie.
Ale zaraz, czy ja mówiłem wam smacznego? O czym to ja mówiłem?

Może bym coś upiekł, w końcu dopiero dwudziesta druga w okolicy.

Dobra idę spać zanim zachce mi się piec kulinarne książki pod beszamelem.

10 komentarzy:

MajaK pisze...

...:):) oj lubię tu zaglądać :)......

tkaitka pisze...

Niam...

gin pisze...

Hmm... Czasem nie do końca pamiętam drogę z pracy do domu, bo mi po głowie jakieś ciasta dreptają, połączenia nowe niewypróbowane. Jest to o tyle groźne, że jeżdżę autostradą...

A pumpernikiel lubię, od czasu do czasu ;)

Usagi pisze...

Doskonale oddałeś to, co się ostatnio dzieje w mojej głowie. Permanentne rozdwojenie jaźni w stosunku do rzeczywistości pozalodówkowej i lodówkowej.
Klepię kod do strony, a w głowie mam twaróg do sernika i szpinak. Ostrożnie dekoruję tort i zastanawiam się, czy nowa tama kompletnie zabije Trzy Przełomy Jangcy...

Ale wiesz co? Z takiego pomieszania powstają najwspanialsze kreacje.
Pozdrawiam

Pozdrawiam

Holden Caulfield pisze...

boski WSTĘP, pyszne rozwinięcie!:)

maya pisze...

oho, trafilam na bratnia dusze przepisowa, bo - przygotowujac cos - improwizuje i nigdy nie pamietam proporcji, a bardzo czesto skladnikow .

Ale torcik, ma sie rozumiec, smakowicie wyglada.

Nivejka pisze...

A ja bez śniadania....
No zapiernicz taki, że nie ma czasu szklanki umyć;)

Paula pisze...

aż sama zaczęłam marzyć o pysznościach :)

Bareya pisze...

Maju:: Jak zwykle dziękuje za odwiedziny.

tkaitka:: Wyszło NIAM...

gin:: z tego wynika, że gotowanie może być bardzo niebezpieczną profesją. Dorzućmy do tego noże, tarki, wrzątki i oleje, tarki i korkociągi, a to wszystko wokół ognia i mamy prawdziwy horror, choć czasami z bitą śmietaną.

Usagi:: No zgadza się, że czasami odrobina schizofrenii nie zaszkodzi. Człowiek normalnie by "czegoś" nie zrobił gdyby nie odrobina wariactwa. Więc wariujmy.

Holden:: Twój komentarz jest boski. Dzięki Brachu.

maya:: Ty pewnie jesteś zdolniacha i przepisów ci nie trza.

Nivejka:: Ty zwolnij kobieto i zjedz. I nie jedz ze szklanki, albo zjedz ze szklanki byle by coś zjeść bo jak człowiek nie najedzony to człowiek w...ny. Przynajmniej ja tak mam.

Paula:: Same pyszności pieczesz więc nie wiem o czyn Ty marzysz. pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Bareyo nawet nie wiesz jak lubię czytać to co napiszesz. Ja się chyba w Tobie zadurzę!
MooMoo