poniedziałek, 6 września 2010

BareyaTapasBar - oliwki z jamón serrano, serem i migdałami




Bary Tapas – z wyśmienitymi małymi daniami, czasami na jeden kęs, tę dumę narodową Hiszpanów i Basków, u których owe przekąski zwą się pintxo, skojarzyłem dawno temu z naszym rodzimym „zimnym bufetem” – co za kuriozalna nazwa – z naszą popularnie określaną „garmażerką”.  Oczom mym się ukazał w wyobraźni taki oto bar.
Bar niewielkich gabarytów, gdzie – Zagłoba XXI wieku (czyli moja skromna osoba) – bo do tego zacnego szlachcica wymiarami powoli się zbliżam a zamiłowanie do dobrego jedzenia i wszelakich trunków posiadam chyba od dziecka – witałby każdego klienta znając na pamięć jego upodobania, wcześniej zapoznawszy się z nimi przy pierwszym darmowym kufelku zacnego orzeźwiającego polskiego cydru.
Nie było by żadnych strojów obowiązkowych, dywanów i złotych kinkietów. Byłaby solidna lada zdolna oprzeć się nawałnicy błogo chwiejących się wielbicieli przekąsek, a twarda posadzka zapełniana przez - bez krępacji rzucających na nią - klientów wszelakich wykałaczek i śmieci zamiatana by była w określonych godzinach szybko i niezauważalnie.
Za moimi plecami po sam sufit piętrzyłyby się półki z winami z całego świata, po które bym się wspinał na mobilnej drabinie poruszającej się swobodnie po całej ich szerokości.
Nie patrzyłbym złośliwym wzrokiem gdyby klient zażyczył sobie do nich lodu, makaronu czy wieprzowego języka w galarecie z ostrym jak brzytwa aromatycznym sosem.
Menu zależne było by od pory roku i występujących wtenczas lokalnych urodzajów.
Z sufitu zamiast wielkich żyrandoli zwisałyby wielkie wędzone szynki i gicze, krojone na życzenie na wielkie cienkie jak papier płaty prawie przeźroczystego różowego szaleństwa.



Pyszniłyby się na talerzykach śledzie w znakomitych octach i marynatach, rolowane i krojone, raz to udające wieżyczki ukrywające w swoich wnętrzach serowe lub owocowe nadzienia, a raz to krojone jak sushi, jak carpaccio, podawane w asyście ziołowych sosów, relishów, dipów czy sals.
Wrzechświat „polskich klusek” na nowo bym odkrywał serwując w nowych formach, choćby sześciennych czy piramidalnych, aby i oko w zachwyt wpadało jak podczas rozmowy z piękną kobietą. 
Pasztetów bezmiar, pocięty na plastry, z kopczykami chrzanów jabłkowych, jeżyn, porzeczek czy żurawin gotowanych z octem balsamicznym z brązowym cukrem w rzędach jak rzymskie legiony równiutko na tacach by stały gotowe do natychmiastowej konsumpcji, do ataku na kubki smakowe w niekończącej się wojnie, codziennie odnawialnej dla każdego i każdej.
Kilka małych stoliczków z wygodnymi fotelikami byłoby zaledwie kilka, aby co bardziej osowiali po ośmiogodzinnym treningu płaskodupia mieliby ochotę na więcej. Na więcej znakomitej kawy, herbaty z miętą i limonką, podanej z lodem i rumem, kiedy słońce zakradało by się w letnie dni na sam kraniec baru.
Szynki po rusku z najlepszych wieprzków przystrojone domowym majonezem z kroplami oliwy truflowej, wywoływały by Szwejkowski uśmiech i błogostan porównywalny i znajdowany jedynie w zakładach dla obłąkanych.
Plastry cielęciny w sosie z tuńczyka na zimno, pieczarki smażone w rozmarynowej oliwie na szerokiej żeliwnej blasze, małe kiełbaski o urodzie chorizo czy chistorry, z wyciekającą z nich paprykową ambrozją ścieraną z talerzyka świeżo upieczonymi podpłomykami, kopytkami czy pyzami gotowanymi na parze, poznańskimi kluchami łakomymi na każdy sos.
Z wielką erudycją i uczciwością godną samego Katona, prawiłbym gościom, o każdej zapytanej o skład i pochodzenie potrawie, w każde ziarnko kawy bym wnikał, do oczu bym podnosił i w palcach rozcierał bazylie i tymianek aby oddać charakter ich smaku świeżego lub suszonego.
Małe szachy z za lady bym wyciągał nie czuły na krople lejącego się sosu okruszki i skrawki mięs, karty do gry, jeśli ktoś miałby ochotę, bierki i puzzle zrobione z wymyślnie przyprawionych marchewek, buraków i selerów. 
Woda byłaby za darmo, choćby i z grubym plastrem cytryny, bo nie ma dla mnie nic gorszego niż osoba letnim słońcem zgubiona z portfelem na wiór wysuszonym mogąca stanąć przy barze, choćby muzyki kryształków lodu w orzeźwiającej toni wody wysłuchawszy, mogła wrócić z podreperowanym portfelem do pasztetów, oliwek, papryk i nadziewanych cebul.
I gdybym jeszcze bez narażenia się na śmieszność mógł jeszcze pomarzyć, to pomarzyłbym o skromnym miejscu, o podeście choćby dla trzech muzyków, którzy w sobotnią noc, po całym tygodniu wyścigów o życie, mogli sączyć ze swoich instrumentów akustyczne wersje liryki dla ludzi, dla których mały talerzyk przysmaków więcej znaczy niż cała góra hamburgerów i frytek, fałszywych kebabów i gyrosów, pizz, paczkowanych tortellini (na zapleczach kuchni udających oryginały), margaryn i owocowych jogurtów, na rzecz wyciskanych na „żywo” owoców, smalców z jabłkami, tłustych marynowanych majerankiem boczków, kawałkami rozpływających się w ustach karkówek i szynek. 
Na rzecz rozmowy i różnorodności smaków, na rzecz śmiechu i prawdziwego jedzenia.
I chciałbym, aby przy wejściu do mojego baru widniał napis taki sam jak ten, który widnieje na jednym z barcelońskich barów tapas.
„Nie przynoś w to miejsce trosk ani problemów.
Zostaw je w domu!
A jeśli zapomnisz i weźmiesz je ze sobą, wyjdź, popatrz w niebo i wejdź ponownie, zostawiwszy je za drzwiami.
To miejsce jest dla radości i przyjaźni, i zabrania się pobytu w nim osobom, które nie respektują tej zasady”.
Jestem ciekaw ilu z Was weszło by do mojego baru i chciało tam wracać.
Oliwki zawijane w szynkę z zerem i migdałami.
Ilość porcji zależna od apetytu i ilości biesiadników.
Jako przystawka wystarczą 3-4 sztuki




  • 1 duża oliwka
  • 1 plaster szynki jamón serano* – lub jakiejkolwiek dobrej szynki
  • 1 plasterek sera – użyłem sera Ziemianina**, który przyjemnie mięknie podczas pieczenia a nie topi się na sos i nie wylatuje, na zewnątrz, choć i taki nie byłby do końca nie odpowiedni.
  • 1 migdał
  • olej rzepakowy*** do pokropienia 
  1. Na plasterek szynki połóż plaster sera.
  2. Do oliwki włóż obrany ze skórki migdał (można wykorzystać odpowiednio spreparowane oliwki dostępne w sklepach)
  3. Owiń szynką z plastrem sera oliwkę.
  4. Przebij drewnianym szpikulcem, aby się nie rozwinęła.
  5. Włóż oliwki do wysmarowanej olejem okrągłej szklanej formy (lub innej jaką posiadasz)
  6. Pokrop każdą porcję tapas olejem rzepakowym i zapiekaj w piekarniku rozgrzanym do temperatury 200 stopni przez około 10 min.
Podałem z tortilla de patatas w wersji z cebulą i szynką z ostrą papryką i imbirem.
Smacznego i zapraszam do mojego wirtualnego baru tapas.


* jamón serano: rodzaj dojrzewającej szynki ze świń rasy cerdo iberico. Jednej z najbardziej cenionych szynek na świecie.
** http://serypolskie.blox.pl/2010/07/Wielkopolska-obrasta-w-serownie.html (można zamawiać drogą emailową)
*** http://www.prsrutkowski.pl/ (można zamawiać ze strony www. W Bydgoszczy działa „cichociemny” slowfoodowiec, którego zainteresowanym podam adres i telefon)

31 komentarzy:

buruuberii pisze...

Bareyo, wymiatasz! Poprosze oliwke i koniecznie tortilla de patatas (za ta dam sie pokroic!), zreszta hiszpanskie szynki to jest cos... Dobrze u Ciebie pomarzyc, co to by sie zjadlo gdyby sie w Hiszpanii bylo :)

MajaK pisze...

O cholera!!!!Wspiąłeś się na szczyty ....zapachniało ....smaku mi narobiło...ech!!!.....

LidKa pisze...

Bareyo, znalazłam się dzieki Tobie w Hiszpanii, a do Twojego tapas Baru na pewno bym się wybrała i to nie jeden raz.
Pozdrawiam

monika pisze...

Bareyo, i Ty jeszcze pytasz kto by wszedł i chciał wracać? Ja bym się z chęcią zatrudniła u Ciebie, choćby i do zamiatania tych wykałaczek, zawsze chciałam pracować w takim fajnym miejscu :)

Gosia pisze...

Podoba mi sie i idea barow tapas...leniwego siedzenia tam z glowa wlasnie wolna od codziennych trosk i problemow....fajny ten napis i bardzo trafny....
U Ciebie tak posiedziec??? z przemila checia....a jeszcze jakbys snul tak ciekawe opowiesci,to juz chyba by sie tam chcialo zamieszkac na stale..
Pozdrawiam :)

Ojciec Dyrektor pisze...

Byłbym stałym klientem, a nawet rezydentem bym się samozwańczo obwołał. :)

nobleva pisze...

Jak Zagłoba to raczej karczma tapas :) Szkoda, że wirtualnie smaków nie można poczuć.

Nivejka pisze...

Nie nadaje się do wielkiego świata. Ja i oliwki to dwie rożne bajki;)

ziemianin pisze...

a ty asińdziej nie gadaj jeno rób jakem ci osobiście w głowę kładł. znajdź swoje miejsce w życiu a będziesz szczęśliwy. moje sery masz jak w banku

Moja Kawiarenka pisze...

Samo danie podane bez lampki dorego wina nie będzie tak powalające, jak z kieliszkiem w drugiej dłoni. Nie zastąpi tego żaden inny dodatek :-)

MajaK pisze...

Dopiero teraz zauważyłam pytanie :):)Ja bym zamieszkała na stałe w Twoim barze napewno.Po pierwsze zapachy !!!!Po drugie - ludzie i możliwość ich portretowania we wspaniałym miejscu.:)

Jswm pisze...

otwieraj taki bar! szybciutko!
:))

nocny pisze...

na ten cydr to bym wleciał, nie powiem ;)

Moja Kawiarenka pisze...

Jak to zrobić aby "mój bar" był miejscem wypoczynku dla moich gości, polecam lekturę wspomnień Arrigo Ciprianiego o jego ojcu, legendarnym Giuseppe Ciprianim* : "Harry's bar. Eine venezianische Legende". Jest to mała książeczka, jednocześnie będąca doskonałym "podręcznikiem", który w niezwykle prostych zdaniach, mówi o tym, jak się w tym temacie osiąga światowy rozgłos.
*G.Cipriani przeszedł do historii miedzy innymi, jako twórca słynnego Carpaccio oraz takich koktajli jak: Bellini, Tiziano czy Mimosa!

Ola pisze...

Gdy tak się wczytałam, to łzy mi do oczu napłynęły. Dobry Boże, jak ja bym chciała całymi dniami w takim Raju na Ziemi i wąchać, i słuchać, i smakować!

Karmel-itka. pisze...

och, jak ja bym chciała tam byc! nieporównywalnie. z niczym innym.
rewelacyjne miejsce!
i pyszne przekąski na Twoich fotografiach ;]

Bareya pisze...

buruuberii:: Proszę bardzo dla Pani: i oliwki i tortilla.
Wpadaj a zrobię osobiście dla Ciebie.
Ja robię za suchą. W środku powinna być tylko zgęstniała masa.
To jest wtedy tortilla.
W Polsce to się będzie dziać - nie w Hiszpanii choć zdecydowanie
klimat mi bardziej tamtejszy odpowiada.

MajaK:: Widze, że w tym moim barze muszę przewidzieć jakieś pięterko z noclegami.

LidKa:: Dziękuje serdecznie. Taki zawsze mam cel.

monika:: No pytam, taki wywiadzik blogowy robię i zapisuje potencjalnych
współpracowników. Wykałaczki biorę na siebie. Ruchu mi trzeba więc ta
"fucha" jest zajęta.

Gosia:: Tapas są wspaniałe ale jak wspomniałem mamy masę naszych rarytasików,
które świetnie by się nadawały do polskiego tapas.
Niektórzy mówią, żem gaduła ale faktem jest gadulić lubię - niekoniecznie o pogodzie.

Ojcze Dyrektorze:: Rezydentem ja cię w tym miejscu honorowo mianuje boś na pewno
zacnym klientem był i mi finanse w górę ciągnął sporzyciem twym i nieumiarkowaniem
w rozkoszach stołu.

nobleva:: No polskie tapas - nazwa jeszcze nie wymyślona.
I chyba karczma też nie. Coś mojego mi się marzy.
pozdrawiam

Nivejka:: Gdzieś ty tu wyczytała o wielkim swiecie moja droga...?
Możemy się umówić, że będziesz miała miejsce z daleka od oliwek.
Nawet się niedomyślisz ich istnienia

Ziemianin:: Czego jak czego ale serów by w mym barze nie zabrakło.
A tak naprawdę to ja bajarz i andersen drugi jestem.
Z działaniem u mnie do dupy - tak jak z forsą.
pozdrawiam i dziękuje za Twe mądre słowa
p.s. nie sądziłem, że stojąc za ladą mógłbym być szczęśliwy
a tu patrz pan - że to może i to właśnie jest.

Moja Kawiarenka:: No ja chyba napisałem, że win bym miał pod sam sufit
i raczej do gapienia się by nie służyły.
Powiem więcej. Piwa bym nie miał bo gówniane sie porobiło, chyba, że jakiś
lokalny mały browar chciałby partycypować w tym szalonym przedsięwzięciu.

Jswm:: Wirtualnie już otwarty. Fizycznie? Jak to mówił mój Dziadek: marzenia
ściętej głowy. Ale dziękuje i pozdrawiam

nocny:: pisz tak dalej, gębę poznam na pewno i zniżki będziesz miał aż ducha nie wyzioniesz.

Moja Kawiarenka:: Dzięki za polecenie książki. Może w angielskiej wersji ją znajdę.
Raczej ze względu na historie, które sobię cenię.
I właśnie w tym barze - w Harry's Bar - podawano znakomite przekąski jak wspomniane przez ciebie
"carpaccio di cipriani".
Powstało dzięki wystawie malarstwa mistrza renesansu Vittore Carpaccia,
który świetnie celował we wszlakich odcieniach purpury, papieskichh fioletach i karminach.
A to wszystko przez jakąś schorowaną damę dworu Amalię Nani Mocenigo, która to biedaczka
jako dietę dostała polecenie jedzenia jak największej ilości surowego mięsa, co niby powinno pomagać
w anemii, na którą cierpiała.
Zabawne są losy i historie niektórych ludzi czy potraw. Uwielbiam to jak nic innego.

Ola:: Kto wie Olu, kto wie. Było by miło kiedyś wspominać te komantarze z bloga przy szklaneczce
cydru i małych fikuśnych przekąskach do kołysającego ciałem głębokiego tonu kontrabasu, perkusji i pianina.
pozdrawiam

Karmel-itka:: Mam nadzieje, że te przekąski to nie tylko cichutka uwertura do przyszłej symfonii.
pozdrawiam

buruuberii pisze...

Drogi Panie :-) jak w polnocne tereny zawitem, to sie wprosze z mila checia :-)
A wiesz, ze hiszpanski klimat to jest to! chociaz znam takich co narzekaja, ze w Walencji za ciplo, ale jak byli w Pradze, to tez im bylo zle, tyle ze w druga storone :DD
Pozdrowienia sle!

Bareya pisze...

buruuberii:: Zapraszam w me skromne progi, które rozciągają się na działkę z wędzarnią i innymi ciekawostkami.
A na pogodę nie narzekam jakakolwiek by była. Każda jest dobra ale jakbym miał do wyboru to zdecydowane ciepełko bym wybrał i w gaciach jakiś chadzał a nie w kurtałach i czapach wełnianych po Walencji. Umbrii lub Prowansji itp.

buruuberii pisze...

Zapamietalam, kto dwa razy zaprasza, temu sie nie odmawia :) wedzarnia mnie przekonales (cii, to moje skryte marzenie:) Bareyo.

Bareya pisze...

buruuberii:: Zapraszam trzeci i czwarty. Napisz na priva- podam ci mój telefon w razie co.
pozdrawiam i dzięki, że cię zachęciłem.

Moja Kawiarenka pisze...

Streszczenie interesujacych fragmentów wspomnianej książki, przetłumaczone na język polski, będzie można przeczytać na moim blogu w nalbliższy piątek i sobotę:
http://barwysmaku.blogspot.com/
i dalej klikając na Moja Kawiarenka!
Serdecznie zapraszam. Może się to komuś przyda?

magenta pisze...

Szaleństwo smaków i zapachów :)) Wspaniały bar. Ja bym mogła wpadać 5 razy dziennie na regularne, drobniutkie posiłki :)

monika pisze...

Ech, no tak myślałam, że najlepsza fucha to od razu zgarnięta będzie :D
A na serio, Bareyo, jakby takie miejsce powstało to bym chętnie i drogi nadłożyła przy okazji jakiejś podróży żeby zajrzeć do baru - to by było naprawdę coś :)

Bareya pisze...

Moja Kawiarenka:: Trzymam za słowo.

magenta:: Szaleństwo, tak, istne szaleństwo chciałbym robić.

monika:: Najlepsze fuchy zawsze znikają w przedbiegach. A bar powstanie. Na pewno powstanie. Tylko za barem będzie stał ktoś inny.
Ktoś z odpowiednią kasą szybko wpadnie na to, że coś takiego może się w naszej kochanej Polsce sprawdzić jak nic. I naszą cudną garmażerkę w świat pchać.

Anonimowy pisze...

W dni powszednie to w barze jaka leciałaby muzyka , RMF czy Zetka?
Czy można by palić papierosy?
Co z pianymi ,zaczepiającymi ludzi, klientami?
Jakie ceny potraw i czy stać byłoby na te potrawy ludzi którzy nie zajmują się złodziejstwem?
O sanepidzie nie napiszę, bo nie!

Bareya pisze...

Anonimowy::
Nie mam na te pytania odpowiedzi. Bo niby co sie robi z pijanymi? Jesli masz 2 metrowego ochroniarza to luz. Ceny? Jak w barze. Ludzie zajmujacy sie zlodziejstwem do restauracji szpaniarkich chadzaja bo maja nieco inne ego niz ktos kto lubi sobie pogadac i pojesc.
Do papierosow nic nie mam. Kwestia wentylacji lub odpowiedniego na zewnatrz usytuowanego ogrodka.
Sanepid to oczywiscie rzecz surrealistyczna ale inni otwieraja restauracje i bary i jakos daja rade. Ja pewnie dalbym po ryju "urzednikom" jak znam siebie i bylo by po zabawie.
I nie wiem czy wogole jest potrzebna muzyka w barze.
pozdrawiam

Anonimowy pisze...

Bareya napisał :I nie wiem czy wogole jest potrzebna muzyka w barze.

No to jest temat.Jaka muzyka do jakiej potrawy.
Do tapasów, hamonów ioliwek najbardziej pasuje telewizor pod sufitem na którym leci mecz, oczywiście liga hiszpańska.
A jaka muzyka?
podawajcie wasze typy muzyki lub poszczególne utwory, które pasują do różnych potraw.
Do oliwek muzyka akordeonowa francuska

Bareya pisze...

Anonimowy:: W barze potrzebne jest dobre jedzenie. Bez TV i muzyki doskonale mógłbym się obejść i sądzę, że moi Klienci - również, choć to tylko wirtualny bar i takim pewnie pozostanie.
pozdrawiam

Kuba pisze...

Bareyo, wpadam do Ciebie - kiedy otwarcie?!? O rany, jak mi w Łodzi brakuje takich miejsc - może urzeczywistnisz swe marzenia właśnie tu (tylko nie mów jak C. Pazura w jakimś filmie "jestem na wygnaniu w mieście Łodzi, gdzie nawet psom bieganie szkodzi")....

Bareya pisze...

Kuba:: Powaznie wierze, ze taka formula baru by sie sprawdzila. Potrzeba jednak chyba kogos z "kasa" i z klasa, aby podjal ryzyko tej mojej amatorskiej idei.
Nawet nie bardzo wiem jak do tego sie zabrac.
Zapraszam juz teraz dziekujac Dobrodzieju za entuzjazm dla tego "projektu"