poniedziałek, 5 lipca 2010

Kurki po prowansalsku


Usłyszałem o nim w czasach, gdzie Jarociński Festiwal Rockowy grzmiał na cały kraj.
Pisałeś na kartce pocztowej lub liście: Prezes, Ustrzyki Górne, i list lub kartka dochodziły.
Szczerze powiedziawszy nie wierzyłem w to, i czym bardziej nasilały się moje wątpliwości, tym bardziej ten osobliwy fakt pragnąłem sprawdzić.
Leśny Guru, Guru Bieszczad – tak o nim mówiono.
Opuścił duże miasto, aby żyć tak jak chciał – w zgodzie z naturą.
Uciekł do lasu przed czymś, o co ja nie pytałem, a on nie wspominał.
Pokazał mi zdjęcia swojego szałasu, jak w zimie czerpie wodę z małego zamarzniętego strumyka. To było na samym początku.
Potem zbudował stajnię, trzymając w niej również zwierzęta domowe.
W ogródku miał warzywa i przyprawy.
Pamiętam do dziś smak tamtych obiadów.
W pogodne dni wystawialiśmy wielki stół na zewnątrz i w promieniach słońca zajadaliśmy się młodymi ziemniakami z koperkiem i maślanką.
Nawet powietrze było smaczne.

Pachnące iglastym lasem, żywicą, grzybami a jeśli brakowało ci pietruszki odchodziłeś od stołu kilka metrów i wracałeś z przyprawą.
Naturalny supermarket stanowił w tamtym czasie las, gdzie można było się w nim zaopatrzyć w dowolną ilość jagód, orzechów, jerzyn, grzybów – do tego darmowo.
Nieopodal płynął czysty San ze smacznymi rybami – również darmowymi.
Wódkę nabywaliśmy niestety poza leśnym supermarketem – nie za darmo – którego niewątpliwą zaletą była całodobowa obsługa, bo szanowna i jedyna właścicielka przybytku zwanego „metą” chyba nie miała w zwyczaju sypiać.
Pukało się w okienko, w których po chwili pojawiały się wyciągnięte chude ręce z butelkami. Padały tylko liczebniki, bo towar był „jeden” więc dylematów czy kupić tequile, rum, czy 20-letniego Johnny Walkera – nie mieliśmy.
Odbywało się to tak:

Puk, puk.
(otwiera się okno)
Hmmm.
Dwie – mówimy.
Masz, masz.
Dobranoc.
Taaa…

Kiedy wspominam tamte lato, widzę wielkiego uśmiechniętego brodacza, który nie bał się rzucić „cywilizacji” i żyć po swojemu, niebo na wyciągnięcie ręki z gradem nieruchomych gwiazd, muzykę świerszczy i ptaków, kolorową kwiecistą łąkę oraz las, który pachniał żywicą i grzybami – NATURĘ, której codziennie mi brakuje.
To danie chciałbym dedykować Prezesowi i tamtym wspaniałym chwilom.



Kurki po prowansalsku – porcja dla dwóch osób

  • 300 g kurek 
  • ząbek czosnku 
  • olej do smażenia (olej rzepakowy) 
  • 100 ml bulionu 
  • 50 ml białego wina 
  • łyżka koncentratu pomidorowego 
  • 1 łyżka śmietanki 30% 
  • ¼ pęczka natki pietruszki 
  • pieprz 
  • ¼ łyżeczki ostrej papryki 
  • 1 łyżeczka ziół prowansalskich 
  • mały kawałek sera lazur (2-3 dkg) 


  1. Umyj kurki i osusz. 
  2. Można to zrobić na patelni przez kilka minut smażąc grzyby bez tłuszczu. 
  3. Kiedy zbierze się płyn, odlej go. 
  4. Dodaj olej i smaż grzyby 5 minut często mieszając. 
  5. Obierz czosnek i wyciśnij przez praskę. 
  6. Smaż na małym ogniu kolejne 5 minut. 
  7. Po tym czasie dodaj zioła prowansalskie i duś kolejne 5 minut. 
  8. Do bulionu dodaj koncentrat pomidorowy i wino. 
  9. Zalej nim kurki i gotuj bez przykrywki około 15 minut. 
  10. Zdejmij z ognia, dodaj śmietanę, pokruszony ser i posiekaną nać pietruszki (połowę pietruszki dodaje w trakcie smażenia). 
  11. Ugotuj makaron nitki, przełóż na talerz i dodaj kurki z patelni. 

Jeśli możesz, zjedz to danie na wolnym powietrzu.
Smacznego wszystkim sKURKOwańcom.

9 komentarzy:

maya pisze...

piekne wspomnienie; pamietam wedrowke- Beskid Zywiecki chyba--koniec lat 70. Trafilam do gospodyni, ktora podala mi najlepsze na swiecie mleko zsiadle i mlode ziemniaki. Mleko bylo robione w nocniku emaliowanym. Nowym nocniku emaliowanym, bo garnkow w geesie nie mieli :-) I nocnik i mleko pamietam do dzis.

Anonimowy pisze...

...o cholera !!!!...opowieść o Prezesie cudna....znam też człowieka który tam żył....to jest specjalny gatunek ludzi...bardzo im zazdrszczę odwagi......
...a danie...??....kurde czemu najlepsze przepisy dajesz jak jestem w pracy....znowu muszę wycierać cztery klawiatury...:):)...ależ to musi pachnieć bosko!!!!......
Majka

MajaK pisze...
Ten komentarz został usunięty przez autora.
MajaK pisze...

...przepraszam ,zdublowało się to usunęłam :):)...

Polka pisze...

Osz cholera jak Wy mnie wszyscy z tymi kurkami denerwujecie...
:)

Nivejka pisze...

Sa tacy, którzy twierdza, że kurki to chwasty. Takie grzyby jak nie grzyby. Mogą mówić co chcą. i tak je lubię :)

Paula pisze...

danie pierwsza klasa :)

Anonimowy pisze...

Tylko nie tego, co nie? ;)
Bez cieknącej pralki, debetu na karcie, strzykań w krzyżu...Pstrążek, kureczki, wódeczka, młodość...
No dobrze. Aaaa..., tego... W punkcie trzy jest o odlewaniu. Tzn. wylej i czy nie szkoda, czy może tak między 8. i 9. wlej?
Pozdrawiam
Wojtek

Bareya pisze...

mayu:: Opowieść z nocnikiem nie do pobicia. Chyba wykorzystam do jakiegoś opowiadania. Dzięki

MajaK:: Też zazdrościłem mu odwagi ale nie miałem odwagi naśladować.
A przepisy wrzucam dość późno bo po pracy trudno mi się ze wszystkim wcześniej uporać. Dzięki za komentarz.

Polka:: Spokojnie, może te kurki w jakiś olej można wrzucać bez straty dla ich zacności to pomyśle jak ci słoik jaki do Londyna sprokurować.

Nivejka:: Są tacy co myślą, że kurki to chwasty? To jest lepsze niż mleko robione w nocniku.
Wyśmienite są te grzybki, nie ma co dyskutowac.

Wojtku:: Jak zwykle cenna uwaga. Fakt, może by to odlane dobro wlewać na powrót.
I o takie komentarze mi chodzi najbardziej. Dzieki i pozdrawiam
p.s. wierz mi, zazdrościłem mu wtedy tego jego życia.