Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ale jaja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ale jaja. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 kwietnia 2011

Przepis na niezłe jaja


Przepis na te jaja zajął mi bagatela 10 lat.
Mam nadzieję, że przyda się każdemu z Was.
- Długo gotuj dobry humor aż zastygnie
- Nie planuj przypraw - dodaj najlepsze jakie masz
- Ciesz się uzyskanym wynikiem
- Podziel się nim z każdą znaną Ci osobą
- Dziel się tym przepisem aż wyjdzie każdemu "bokiem"
Ale nie wyjdzie - bo to przepis doskonały.
pozdrawiam Wszystkich, którzy odkrawają choćby skrawek tego mojego
skromnego "naleśnika-do-nieba".
Niech jajca będą z Wami

środa, 23 marca 2011

300 minutowe jaja


Kiedy zastanawiam się jakie było najlepsze danie jakie w życiu jadłem, to bez trudu wspominam ten dzień, w którym z moim serdecznym przyjacielem "Zmorą" jak go nazywaliśmy dzięki niesamowicie czarnym długim włosom i chudej wysmukłej twarzy; ten dzień kiedy podróżowaliśmy po wybrzeżu Polski zaczynając od jego zachodniej części w Świnoujściu a kończąc na Helu.
W jakimś małym miasteczku, pewnie gdzieś koło Lubiatowa lub Pogorzelicy udało nam się kupić wczesnym rankiem bułki wrocławskie, twaróg o konsystencji galarety, szczypiorek z młodą cebulką i pomidory.
Słodkie, pachnące, słoneczne, lekko cierpkie.

poniedziałek, 14 lutego 2011

Kury w lesie a jajka w koszulkach


Nie wiem czy mi się to kiedyś przyśniło czy na Dziadkowej działce faktycznie w płocie, przy samej ziemi były zrobione małe drzwiczki, którymi kury wychodziły na spacer do lasu, znikały na pół dnia i wracały same do kurnika.
Nigdy żadnej nie brakowało. Nie zginęła ani jedna sztuka.
Jadły rzucaną przez Dziadka pszenicę (chyba), chleb i skorupki od jajek, co uważałem wtedy za rodzaj swoistego zwierzęcego kanibalizmu.
Zdumiewało mnie jajko jako forma od zawsze. Symbol wrzechświata ze swym zapentlającym się nierozwiązywalnym co było pierwsze: kura czy jajko, jajko czy kura.
Jajka w kuchni wydają się być niedoceniane, jakby schowane w cieniu luksusowych produktów.

sobota, 3 kwietnia 2010

Małe wielkie jaja



Od kiedy sięgam pamięcią robię jaja. Mógłbym być zawodowym jajcarzem, gdyby taki zawód istniał.
W czasach, kiedy ludzie mieli dużo bardziej szare ubiory niż dzisiaj, szare myśli i szare tapety postanowiliśmy z moim serdecznym przyjacielem założyć Towarzystwo Do Spraw Zaburzania Rzeczywistości. Zwykłe jaja chcieliśmy robić, aby choć odrobina naszego młodzieńczego – niczym w tamtym czasie nieuzasadnionego – optymizmu udzielała się i innym.
Wiersze pisaliśmy i w grzyby jesienią żeśmy wkładali, aby tą dziwnością i wesołymi tekstami szarość rozwiewać może nie masowo, ale choćby lokalnie.
Wielkie plansze przydrożne projektowaliśmy z fałszywymi reklamami jak „naprawa krzeseł elektrycznych”, miasto takie i takie, adres, numer telefonu.
Skąd nam się to w naszych głowach brało nie wiem jak i prawdziwa miłość do jajek: sadzonych, na miękko, twardo, omletów, naleśników i kogli mogli.
Jaja robię do dzisiaj, bo myślę, że dobry humor jest lekiem i darmowym afrodyzjakiem. A i mięśnie brzucha na tym korzystają i głowa przewiana z trosk być za pomocą jaj może.
I z tego właśnie powodu życzę wszystkim, aby każdy Wasz dzień był jajcarski nie ze względu na tuż za rogiem czyhające Święta, ale ze względu na powyżej wymienione powody.
Róbcie jaja. Bo tak naprawdę niewiele potrzeba do tego, aby każdy dzień był z jajem.