Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po azjatycku. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą po azjatycku. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 7 czerwca 2011

BANG-BANG


Pani-pani-pani-pani.
Wystukiwane szybko i głośno nie było zawołaniem do jakiejś idącej kobiety.
Było dźwiękonaśladowczym strzelaniem z broni – gdyż jako dzieci często bawiliśmy się w „wojnę”.
Nie wiem dlaczego nie pif-paf czy bang-bang, a właśnie owe idiotyczne – pani-pani.
Może z braku zachodnich kanałów nie mogliśmy naśladować pif-pafów i bang-bangów.
Wszystko wtedy było proste: dwa programy czarno-białej publicznej telewizji, broń sklecona z dwóch desek, kapsel zalany woskiem służący za kolarza, którego pstrykało się po murkach i wyznaczonych cegłą w miękkiej ziemi trasach.
Jedzenie również było proste jak i życie.

piątek, 13 maja 2011

Kurczakowa orgia i NRD


To była prawdziwa kurczakowa orgia a działa się – wtedy jeszcze "enerdowskim" Cotbus.
Pojechaliśmy z zespołem na tak zwaną wymianę kulturalna młodzieży.
Całe miasto tętniło życiem, z w każdy miejski kąt poupychanymi scenami dla muzyków, teatrów…etc.
Tętniło życiem i pachniało kurczakami.
Na każdym placu, skwerze czy parku stały „budy” z grillem, na którego żerdziach, powoli obracały się kurczaki.
Ociekały tłuszczem i pachniały z kilometra.
Miałem wrażenie, że poświęcono na tą imprezę cały niemiecki drób aby młodzież nie tylko z Polski najadła się na kilka lat naprzód.
Kurczaki były bardzo małe i sprzedawano je na połówki.
Nie wiem czy by to jakiś specyficzny rodzaj kurczaków ale smakowały wybornie – miękkie, soczyste, z chrupiącą skórką.
Dodawano do nich świeże bułki .
To było proste danie i choć w tamtych czasach nie chodziłem głodny, pochłaniałem je z kolegami z zespołu zgodnie dwa, trzy razy dziennie.
Zawsze kiedy robię kurczaka wspominam owe czasy i ten jego wspaniały smak.
Nie do końca to danie jest kopią tego „niemieckiego” kurczaka ale dobywające się z niego aromaty, soczystość i kolor na pewno długo pozostaną w pamięci.

niedziela, 20 czerwca 2010

KoKo - Kokosowy Kurczak dla Kochanej Kobietki



Nie wiem, dlaczego, szpitalne jedzenie sobie przypomniałem w tym momencie.
Po pierwsze KoKo, kokosowy kurczak, kolorowy w smaku, po drugie widok KoKo – Kochanej Kobietki, która przyszła na świat owego grudniowego mroźnego dnia, a potem przyszła pani z metalowym trzeszczącym wózkiem – prawdopodobnie specjalnie tak skonstruowanym, aby budził pacjentów – wioząc dla „świeżych” matek nieświeżą rybę: śledzia w sosie, który przypominał to, co się noworodkom wylewa często z buzi. Jestem pewien, że szpitalny kucharz właśnie stąd czerpał inspiracje.


No więc, śledź był martwy i zimny, i tak brzydki, że mógłbym go w tym momencie mianować KoKo – Kosmicznym Koszmarem.

niedziela, 7 lutego 2010

Pierożki samosa

Najlepsze tajskie danie, to pieczona głowa słonia. Z braku dostatecznie dużych garnków, nikt z tajów jeszcze tego nie potwierdził.
Wielu mówi, że kuchnia tajska jest najlepszą kuchnią świata. Nie mi spierać się o gusta, ale sposób łączenia składników w tej kuchni to metafory tworzone z metafor.
Każda, jest swoistą sentencją, opowieścią smaku, podróżą przez słone sosy rybne dryfujące w trzcinowym cukrze, przedzierające się przez papryki, kokosy i ananasy, rambutany i gwajawy, przez banany, mangostany, longany i boski durian – o odrażającym zapachu wprost proporcjonalnym do jego smaku.
Dla nieprzyzwyczajonego europejskiego podniebienia, dania tajskie mogą być wyprawą w najdalsze rejony kulinarnego nieba.

poniedziałek, 1 lutego 2010

Ale jaja - do tego po tajsku



Tak jak japończycy mają inny słuch (największy odsetek ludzi ze słuchem absolutnym) i świetnie rozumieją Chopina, tak mam wrażenie, że tajczycy mają coś absolutnego ze smakiem.
Ilość ostrych przypraw, jakie dodają do potraw graniczy z absurdem. 

Pierwszy raz zrobiłem ten przepis zgodnie z książką. Goście dostali wysypki na twarzy rzucili się na kran z wodą i zamiast chwalenia mojego „dania” generowali w moim kierunku różnego rodzaju „grrrychy” „chrrrrychy”. Kociół z bulgotająco głośno grochówką - oto czym była owa kolacja.
Zmieniłem proporcje przypraw, dzięki czemu kilku znajomych w dalszym ciągu mnie odwiedza, ale na hasło jaja po tajsku, oczy w dalszym ciągu wychodzą im z orbit.