Przysiąc bym mógł, że wszystkie okoliczne krowy odwróciły w tamtym momencie swe łby, kiedy wykrzywiłem swoją twarz jakby dostała się w szczęki imadła. Zawyłem prawie i myśl mi przeszła takowa, że mój Dziadek zwariował, aby po polu łazić i zbierać wiktuały na nasz przyszły obiad.
Wyobraziłem sobie po prostu, że parsknę tą zupą przy obiedzie na domowników zamieniając nasz dębowy stół w zwykły chlew i będę miał spokój do końca świata.
Jedna kontrolowana akcja zapewni mi szczawiową nietykalność.

