Do każdej urodzinowej kolacji mojej najlepszych z żon byłem zawsze przygotowany nienagannie. Przepisy wybrane kilka dni wcześniej, szczegółowa lista zakupów, opracowana trasa sklep-tu-sklep, alternatywne dania w razie braku jakiegoś newralgicznego produktu jak na przykład schabu na schabowe.
Oczywiście korzystałem z gotowych przepisów nie widząc potrzeby zmieniania czegokolwiek uważając, że autorzy to absolutni zawodowcy.Latami studiowałem przepisy a raczej je odtwarzałem stojąc za jakimś wyimaginowanym murem strachu wzięcia spraw we własne ręce.
I od kiedy przestałem planować, wszystko jakby idzie lepszym torem, mimo iż nie planowałem niczego nie planować. Po prostu biorę to, co daje dzień, staram się żyć tak jakby jutra miało mnie nie być. A kiedy się budzę to może i nie za…lam ochoczo do pracy, ale ochoczo z niej sp…lam nie rzadko biorąc 12 kilometrowy spacer, bo mam tą wątpliwą przyjemność pracować delikatnie poza miastem.
Więc postanowiłem pierwszy raz stworzyć kolacje zupełnie bez przepisów.
No, bo przecież jak kocha to wybaczy lody z salcesonem czy bezy z pumeksu jakbym za bardzo w kuchni zaszalał.



