Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą słodkości. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 6 czerwca 2010

Urodziny Najlepszej z Żon

Do każdej urodzinowej kolacji mojej najlepszych z żon byłem zawsze przygotowany nienagannie. Przepisy wybrane kilka dni wcześniej, szczegółowa lista zakupów, opracowana trasa sklep-tu-sklep, alternatywne dania w razie braku jakiegoś newralgicznego produktu jak na przykład schabu na schabowe.
Oczywiście korzystałem z gotowych przepisów nie widząc potrzeby zmieniania czegokolwiek uważając, że autorzy to absolutni zawodowcy.
Latami studiowałem przepisy a raczej je odtwarzałem stojąc za jakimś wyimaginowanym murem strachu wzięcia spraw we własne ręce.
I od kiedy przestałem planować, wszystko jakby idzie lepszym torem, mimo iż nie planowałem niczego nie planować. Po prostu biorę to, co daje dzień, staram się żyć tak jakby jutra miało mnie nie być. A kiedy się budzę to może i nie za…lam ochoczo do pracy, ale ochoczo z niej sp…lam nie rzadko biorąc 12 kilometrowy spacer, bo mam tą wątpliwą przyjemność pracować delikatnie poza miastem.
Więc postanowiłem pierwszy raz stworzyć kolacje zupełnie bez przepisów.

No, bo przecież jak kocha to wybaczy lody z salcesonem czy bezy z pumeksu jakbym za bardzo w kuchni zaszalał.


poniedziałek, 3 maja 2010

Chlebek Złotnika



Niektóre książki kucharskie czyta się jak powieści. Niby zwykłe przepisy okraszone historiami nabierają jakiegoś dodatkowego smaku, jakby ręce, które je czynią, enzym ludzki w nie wprowadzały niczym najlepsze przyprawy.
Podobno sukces dobrego sera zależy od smaku „rąk” jego Twórcy. Zaczynam w to wierzyć.
Ten chlebek – niektórzy mówią, że to ciasto nie chleb, na podobieństwo piernika – stworzył złotnik i grawer Malcolm Appleby ze Szkocji, mieszkający w budynku nieużywanej stacji kolejowej.
Chlebek swoim gościom podawał zwyczajowo na świeżym powietrzu z nieodłączną filiżanką gorącej herbaty.
W oddali rozciągał się widok na spacerujące kury i ogródek ziołowy, serwujący, co pewien czas, falę aromatycznego wiatru.
Chlebek tez należy jeść na drugi dzień, trzeba pozwolić ostygnąć szlachetnej złotej materii, z której jest wykonany i złotą materią masła go posmarowawszy zastygać w słodyczy, którą posiada.

czwartek, 15 kwietnia 2010

Działka lodów - wspomnienie dawnych smaków


Na słowa "jedziemy na działkę" dostawałem w tamtym czasie beżowej lub fioletowej gorączki. To było w latach 80-tych.
Wiłem się jak węgorz, aby słowa Dziadka nie nabrały mocy.
Miałem kilka zaledwie chwil, aby podać przekonujące argumenty, odwodzące go od jego zwyczajowo stalowych decyzji.


niedziela, 14 lutego 2010

Bułeczki miłosne cynamonowo-karmelowe




Powiedzieć, że nie lubi się „słodkiego” to kulinarne samobójstwo. Że nie robi się ciast i ciasteczek to samobójstwo czynione obiema rękoma.
Ale kiedy zjada się we dwóch - jak to miałem okazję w dzieciństwie zrobić z moim przyjacielem z bloku, którego babcia piekła sama ciasta, ciasteczka i torty – zrobiony jak na wesele wielkości koła od wozu przysmak, to takich dobrodziejstw najbardziej stalowy, odporny na wszelakie kulinarne poczwary i stwory ludowe znieść nie podoła.
I jak nie wypada w tym miejscu opisywać, jakich owy tort sensacji był skutkiem, to została we mnie ta nieznośna słodkość, która karze odwracać głowę od każdej cukierni, w których oknach wystawowych piętrzą się słodkości posłodzone i polukrowane do upadłego.
Szczęśliwie się chyba stało, bo wolę słodkości wytrawne, lekkie w swej słodyczy z wyraźnymi aromatami.
I jeśli na bluźnierstwo to będzie zakrawać to rzadko udaje mi się kupić coś wywarzonego w smaku, nieprzesłodzonego cukrem, demerara doprawionym, lukrem polane i karmelem zalane.
Aż kiedyś zjadłem pączka ze sławnej w Polsce cukierni, co ma w logo nocnego ptaka, stwierdziwszy, że może od tego „czegoś” moje kubki smakowe nie rozpadną się na kawałki, to sens w tym taki jak w niedzielę do macDonalda z rodziną biegać i jeszcze za to płacić.

Bułeczki te – choć przepis długi – są proste w wykonaniu, dom staje cały w aromatach karmelowo cynamonowych i smakują do kawy niesłodzonej w niedzielny wieczór w oczekiwaniu na dobry film lub świeżo pościelone łóżko, w którym po zgaszeniu światła niekoniecznie będzie chciało się nam po tych słodyczach spać, bo słodkie chwile mają to w zwyczaju, że lubią się pięknie ciągnać jak słodki karmel.