wtorek, 26 lipca 2011

Arzak


 
Niewiele się dowiecie o tym Kucharzu z Wikipedii.
Na stronach jego własnej restauracji nie znajdziecie zbyt wielu informacji - (http://www.arzak.info). 
Szczerze mówiąc strona www jest nie ciekawa. 
Nie ma nawet „menu”. 
Chyba chwalenie się, nie jest mocną stroną tego znakomitego kucharza, który kuchnię baskijską wzniósł na wyżyny „kreacji”. 

wtorek, 12 lipca 2011

ZIEMIANIN - Beethoven mleka



prawie roczny ",maluszek", kozi, pokryty naturalną, zmarszczoną skórką

Kochamy parmezan za jego naturalny glutaminian sodu, który powoduje jakieś bliżej nieokreślone zadowolenie.
To zapewne "umami". Piąty smak, który się w nim odzywa i jest jak jak dopełnienie… Mamy wreszcie ser, którym możemy posypywać nasze potrawy za cenę niewspółmierną do jego jakości.



otwarty "Herbowy" pół na pół koza z krową leżał sobie zapomniany pod
kopułką na marmurowej płytce, na kuchennej szafce, zapadł się, skondensował
zapach i smak, tylko dla wyrafinowanych graczy lubiących ćwiczyć swoje kubki



ser kozi z macierzanką, staropolskim ziołem rosnącym na naszych łąkach,
zwanym polskim tymiankiem, obłożony świeżymi ziołami -
miętą,lubczykiem.origano, melisą, zamknięty w woreczku by olejki przeszły
przez skórkę, delikatny, miękki

Nie żebym reklamował kolegę czy przyjaciela.
Jestem pod tym względem nieźle postrzelony.
Liczy się dla mnie smak, jakość użytych produktów i człowiek, który swoimi dłońmi – jak enzym – z mleka robi prawdziwe cuda.



Marek Grądzki – któremu w tym momencie nadaje ksywkę – WIELKI, robi sery, które wywracają kubki smakowe w sposób dotąd nam nie znany.
Jadłem najlepsze sery francuskie, hiszpańskie i włoskie i coś mi mówi, że będę je jadł bardzo sporadycznie mając pod „nosem” takie perełki serowarstwa z małej podpoznańskiej miejscowości Linie. Wszystkim, którym daję ich sprobować – nie wierzą, że to „nasze”.


ser krowi z mlekiem Yerseyki, "naładowany" świeżym czosnkiem aż po same
pachy, zadługo nie można go trzymać zbyt blisko nosa bo uderza siłą maczugi,
natomiast w sałatce, z makaronem niezastąpiony


tenże sam czosnkowy, tyle że jeszcze nie otwarty a mocniej wysuszony i
sprasowany

Pomijam krowy „serowarskie”, najlepiej jak można karmione, z dala od wielkomiejkich dróg i zanieczyszczeń fabryk czy kopalń.
Pomijam spokój panujący tam gdzie te krowy żyją i pomijam klimat w jakim żyją.
Pomijam dłonie, które je karmią i czym je karmią.
Tak jak oszalałem na temat „oleju Rutkowskich” tak oszalałem na temat serów Marka Grądzkiego.
Jakbym usłyszał nowego Beethovena.
Nową symfonię.



piękny "Herbowy" czysty w swoim wyrazie, ze śladem po chuście, pół na pół
koza z krową, będzie dojrzewał w piwniczce zanim dostanie pomarszczonej
skórki, świadczącej o wieku dojrzałym

Nową jakość.
Następnym etapem będą sery wędzone.


Nie mogę się doczekać kiedy ich posmakuje.
Będziemy musieli niebawem wymyślić coś innego niż symfonia smaków.
Ona już nie wystarcza na określenie doskonałości.
Czekam na propozycje i opinie na temat „Ziemiańskich Serów”.

Pod tym adresem można je zamawiać - mag43@poczta.onet.pl
Strona Ziemianina – www.ziemianinwkuchni.blox.pl

piątek, 8 lipca 2011

Akwarelowe pomidory



Akwarela to trudna technika.
Bierzesz pędzel i malujesz po lśniącej od bieli powierzchni papieru. Papier musi być najlepszego gatunku.
Maczasz pędzel z bobrowego włosia układającego się w kształt wydłużonej łzy i malujesz.
Nie używasz farby białej, którą stanowi papier, bo wtedy byłby to gwasz.
I tu jest puenta.
Musisz tak manipulować pędzlem, aby transparentność farby w połączeniu z bielą podkładu dała odpowiedni efekt.






To jest sztuka.
Każdy, kto maluje farbami olejnymi na płótnie chyli czoła przed akwarelistami.
Nie żebym się do nich porównywał – ja jestem gruboskórnym grafikiem.
Podziwiam akwarelistów jak najlepszych kucharzy.
To elita malarzy kuchni.
Każde ich pociągnięcie jest z góry zaplanowane.
Każdy ruch może stworzyć dzieło lub brudem pomieszanych farb otworzyć wrota do błotowiska.
Kiedy wymyślam swoje potrawy, myślę o akwareli, o przewidywaniu skutków tak łatwo zaprzepaszczonych, kiedy ulegamy złudzie wszechwiedzy kolorystycznych połączeń, niuansów nakładanych warstwami farb - przypraw.
Że można zmieszać niebieski z żółtym i wyjdzie zielony.
Wyjdzie.


Jednemu trawiasta nijakość, drugiemu pastelowa świeża łąka.
Proporcje, procentowe udziały minimalnych dodatków.
Leonardo daVinci potrafił stworzyć kolor błękitny z koloru czarnego i białego kładąc laserunkowo jeden na drugim w odpowiednim czasie.
Ale nie powołuje się na geniusza, bo tego byłoby za wiele, choć doskonale wiem jak niedoskonale go naśladuję, ale mam konkretny wzorzec, górę na która mogę się wspinać.
Kiedy otworzyłem swój umysł, przestały mnie dziwić połączenia wanilii z czosnkiem, czekolady z boczkiem czy cukru z solą – słodkich ciastek posypanych sola morską na przykład.
A pomidory w maceracie wanilii z czosnkiem i rozmarynem?
Nie godzi się powiedziałbym jeszcze kilka lat temu temu.
A teraz zachęcam.


Przyprawy są poglądami kucharzy, one tworzą filozoficzne teorie kulinarnych doskonałości.
Utopie idealistycznych wysp szczęścia, na które wyprawiam się coraz częściej.
To danie jest próbą wypłynięcia daleko w morze bez ratunkowego koła.
Płyńcie za mną. 
Szczęście polega na tym, że się nie utopicie.
A jeśli odrobina morskiej fali wleje się wam do gardła będziecie wiedzieć jak ją przy następnej okazji uniknąć.
To danie jest akwarelą w malarskiej palecie technik.




  • 6 łyżek miodu
  • 6 łyżek octu balsamicznego
  • 12 łyżek wody
  • pomidory koktajlowe – 12 sztuk 
  • 1 łyżka kardamonu
  • pół wanilii
  • 1 ząbek czosnek, pocięty w plasterki
  • jedna gałązka rozmarynu
  1. Zagotuj wodę w dużym garnku
  2. Wypełnij dużą miskę lodowatą wodą
  3. Ostrożnie włóż pomidory do gotującej się wody, gotuj 30 sekund.
  4. Przełóż do durszlaka a następnie do lodowatej wody na minutę
  5. Obierz skórki pomidorów
  6. Przełóż obrane pomidory do miski I odłóż
  7. Na małej patelni przypiecz kardamon.
  8. Odstaw.
  9. W mały rondelku zagotuj miód.
  10. Wlej ocet balsamiczny i wodę. 
  11. Zagotuj ponownie.
  12. Zmniejsz ogień na bardzo mały.
  13. Wanilię przekrój na pół, zeskrob miąższ do rondelka.
  14. Dodaj kardamon i czosnek.
  15. Gotuj 3 minuty.
  16. Usuń pojawiającą się piankę.
  17. Zdejmij z ognia i dodaj rozmaryn. 
  18. Zostaw na 15 minut. 
  19. Usuń gałązkę rozmarynu i polej sosem pomidory.
  20. Umieść w lodówce na 24 godziny.
Smacznego

wtorek, 28 czerwca 2011

Brokuł-ujące ogniwo



Bryndza. 
Było to określenie na coś nieciekawego, złego. 
Ale bryndza: mówiono, słysząc jak ojciec gania po pokoju syna i wygraża mu za przetrzymywane przez tydzień kanapki w tornistrze. 
Bryndza to była po prostu – śmierdząca sprawa.
W połączeniu ze „śmierdzącym” brokułem nie mogłaby w owych czasach przekonać nikogo.

Piękny, jasny kalafior z masłem i bułką tartą i owszem ale brokuły i szpinak, to byli główni wrogowie w moim ówczesnym menu.Przyznać muszę bez bicia, że zaniedbywałem brokuły - latami.
Dowód jak silne bywają nasze przyzwyczajenia.
I jak mówi „mędrzec”: tylko głupiec nie pije herbaty sparzywszy się nią w młodości.
Brokuły są chyba brakującym ogniwem w mojej kulinarnej „zabawie”.
Najwyższa pora to zmienić.
To prościutkie danie.
Efektowne i zaskakujące smakiem.
Wykorzystałem w nim praktycznie same „nasze” rodzime produkty - nie wspominając o ich niewielkiej cenie.



  • 1 brokuł (około 500-600 g)
  • 100 g bryndzy
  • 4 łyżki pestek słonecznika
  • 4 łyżki pestek dyni
  • świeżo mielony czarny pieprz 
  • sól

  • Sos: 
  • 3 łyżki oleju rzepakowego z Góry św. Wawrzyńca (lub słonecznikowego)
  • 2 łyżeczki musztardy Dijon
  • 2 łyżki soku z cytryny
  • 1 żółtko
  • 1 łyżeczka cukru 



  1. Zagotuj wodę w dużym garnku i posól do smaku.
  2. Brokuły podziel na małe różyczki.
  3. Wrzuć na wrzątek i gotuj dokładnie 4 minuty – od chwili wrzucenia.
  4. Wyjmij łyżką cedzakową i połóż tak aby brokuły się nie stykały ze sobą.
  5. Ziarna słonecznika i pestek dyni upraż na patelni.
  6. Kiedy pestki dyni zaczną „strzelać”, odstaw patelnię na bok.
  7. Przygotuj sos.
  8. Zmieszaj wszystkie składniki na sos ze sobą.
  9. Przełóż brokuły do miski, posyp uprażonymi ziarnami słonecznika i pestkami dyni, pokruszoną bryndzą, posól, popieprz i polej sosem.


Smacznego

poniedziałek, 20 czerwca 2011

KLASYKA- gruszki i ricotta



Klasyka…
Czym ona jest?
W muzyce za klasycznych uchodzą Bach i Beethoven – a raczej ich dzieła – żeby wymienić tych najsławniejszych, najbardziej znanych.
Kiedy uczyłem się grać na perkusji, naśladowałem klasyków tego instrumentu – Buddy Rich’a, Billi Cobana, Neil’a Pearta – korzystałem z podstawowych rytmów i technik.
Najpierw cztery czwarte, werbel, w który rytmicznie uderzałem godzinami, później siedem piątych i synkopy, triole i tak dalej.
Zdobywałem podstawy aby interpretować je na swój sposób.
Taka sama droga wiodła mnie przez sztukę.
Najpierw proste elementy, szkice z natury, zaznajamianie się z formami i kolorami…
Owal twarzy, usta, oczy – każde inne w prawie nieuchwytny sposób.
Mozolne kopiowanie.
Kopiowałem klasyków od Egiptu po Włochy.




Klasyka to sprawdzone i przyjęte formy, które Picasso, świetnie wykształcony klasycznie, numer jeden artystystycznego panteonu, zaczął łamać i naginać…
Owal twarzy stał się kwadratowy a profil stopił się z "en face".
Powstała nowa klasyka na bazie starej.
Korzystam z klasyki całymi chochlami.
Kocham klasykę za jej klasyczność.
Matematyczną wręcz logikę.
Klasyczna gruszka z klasyczną ricottą na klasycznym cieście francuskim z klasycznym białym winem.
Podana z sycylijską „białą” Marsalą, klasycznie zaniesie cię do kulinarnego nieba.



Tarta z gruszkami i serem ricotta - 8 porcji
  • 250 g ciasta francuskiego - kruchego
  • 3 gruszki
  • 100 g śmietany 36%
  • 150 g sera ricotta
  • 70 g cukru
  • 2 jaja 
  • 30 g migdałów bez skórki 
  • 4 łyżki białego wytrawnego wina 

Migdały krótko prażymy w piekarniku nagrzanym do temperatury
180° Celsjusza, wyjmujemy, schładzamy i drobno siekamy.
Rozwałkowujemy ciasto na grubość 2-3 milimetrów,
wyścielamy nim tortownicę - posmarowaną masłem - o średnicy 22-24 centymetrów.
Nakłuwany wielokrotnie widelcem i posypujemy migdałami.
Ciasto powinno mieć rant wysokości 3-4 cm.
Gruszki obieramy ze skórki, kroimy na pół i wyjmujemy gniazda nasienne,
ostrym nożem kroimy wzdłuż, plastry układamy w wachlarz.
W miseczce lekko ubijamy jaja z cukrem i śmietaną, dodajemy białe wino, ser ricotta i dokładnie mieszamy.
Tak przygotowany krem nakładamy równą warstwą na gruszki, wstawiamy
do piekarnika nagrzanego do temperatury 180° Celsjusza i pieczemy
około 30 minut, dopóki powierzchnia nie nabierze złocistej barwy.

Smacznego

To danie można zjeść w restauracji DAKAWO - www.dakawo.pl

wtorek, 7 czerwca 2011

BANG-BANG


Pani-pani-pani-pani.
Wystukiwane szybko i głośno nie było zawołaniem do jakiejś idącej kobiety.
Było dźwiękonaśladowczym strzelaniem z broni – gdyż jako dzieci często bawiliśmy się w „wojnę”.
Nie wiem dlaczego nie pif-paf czy bang-bang, a właśnie owe idiotyczne – pani-pani.
Może z braku zachodnich kanałów nie mogliśmy naśladować pif-pafów i bang-bangów.
Wszystko wtedy było proste: dwa programy czarno-białej publicznej telewizji, broń sklecona z dwóch desek, kapsel zalany woskiem służący za kolarza, którego pstrykało się po murkach i wyznaczonych cegłą w miękkiej ziemi trasach.
Jedzenie również było proste jak i życie.

wtorek, 31 maja 2011

Lubczyk z rzymskimi korzeniami - IN OVIS HAPALIS



To słodkie pesto ma swoje korzenie w starożytnym Rzymie.
Zaskoczyło mnie swoją prostotą i smakiem.
Do jaj na twardo jakimi rzymianie raczyli się na lekkie śniadania - a praktycznie każdy posiłek zaczynał się od jaj - pasuje jak nic innego.
Niewiarygodnie aromatyczny lubczyk z łagodnym miodem nabiera nowego wymiaru.
Należy jednak to zioło posiekać bardzo drobno, gdyż liście lubczyku są dość jędrne.

Nie zamierzam wam dzisiaj przynudzać o starożytnej kuchni rzymskiej czasów Apiciusa.
Zrobię to następnym razem przy okazji dania: SALA CATTABIA APICIANA - sałatka z kurczaka a la Apicius - z aromatycznym sosem z mięty, naci selera, melisy, kolendry, imbiru, rodzynek, miodu, octu winnego i oleju...




Lubczykowe pesto do gotowanych jaj - IN OVIS HAPALIS

50 g namoczonych orzeszków pinii
1 łyżeczki drobno posiekanych liści lubczyku
½ łyżeczki miodu
jajka ugotowane na twardo
sól i pieprz
olej z Góry św. Wawrzyńca – lub oliwa z oliwek




  • Namocz w przegotowanej zimnej wodzie orzeszki pini i zostaw na pół godziny.
  • Odcedź.
  • Wymieszaj ze szczyptą soli i lubczykiem.
  • Rozgnieć w moździerzu na gładką masę bez grudek z łyżką oliwy*.
  • Dodaj miód i świeżo zmielony czarny pieprz.
  • Jajka ugotuj na twardo.
  • Obierz ze skorupek – podziel na dowolne części i polej sosem.
Podawaj ze świeżymi bułkami, pitą...

*Oliwy można dodać więcej zmniejszając gęstość pesto.
Możesz zwiększyć proporcje i przygotować więcej lubczykowego pesto przechowując je w lodówce.


Samacznego

wtorek, 24 maja 2011

Pocałował kalafior małże



W dawnych czasach nieodłącznym elementem wszelakich festynów, na których nawet czołgi można było podziwiać – no bo nic innego wtedy nie było godnego podziwiania - była wojskowa, polowa, „maszyna” do robienia grochówki.
Przyciągała olbrzymie kolejki chętnych.
Chyba większe niż dostojne amfibie i rusznice.
Jak to mówi mój przyjaciel Jacek P. – najpierw dla ciała, potem dla ducha.
Nigdy odwrotnie.
Dźwięki z głodnego brzucha zagłuszyć mogą największą kanonadę efektownych dział samobieżnych.
W tamtych czasach w polskich domach nie wydziwiano z krewetkami czy mulami bo ich po prostu nie było.
Omlet czyniony przez jakiegoś odszepieńca budził zdumienie.
Nie powiem, że nie jadano smacznie – przypraw używając tyle co kot napłakał.
Smak potraw brał się z „dobroci” produktu.
Z soczystej marchewki, aromatycznej pietruszki i selera czy słodkich pomidorów.
Bardzo lubiłem zupę warzywną, która moja Babcia robiła z warzyw wyrośniętych na Działce.
Wrzucała do gara co akurat było dostępne na działce i czyniła – tak myślę – improwizowany warzywny bulion, w którym płyn występował chyba tylko dla zasady jako lekki sos do tych warzyw.
Podobne w strukturze zupy robią Azjaci.
Inne wszak stosując ingrediencje ale jakoś kojarzą mi się z tamtą pachnącą i bogatą w smaku zupą.
Czasami lądował w takiej zupie rak, którego Dziadek łapał chodząc na ryby.
Wszyscy się wtedy zastanawiali: co do cholery jest w tej zupie takiego, że jest taka smaczna.
Ten drobny dodatek – o którym przez długi czas nikt nie wiedział – był jak świeża wanilia do deseru.
Chciałbym zjeść kiedyś taką zupę ale mogę tylko wspomnieniami przywoływać pewne smaki, które dziś w improwizowanym szale odtwarzam w mojej kuchni.

piątek, 13 maja 2011

Kurczakowa orgia i NRD


To była prawdziwa kurczakowa orgia a działa się – wtedy jeszcze "enerdowskim" Cotbus.
Pojechaliśmy z zespołem na tak zwaną wymianę kulturalna młodzieży.
Całe miasto tętniło życiem, z w każdy miejski kąt poupychanymi scenami dla muzyków, teatrów…etc.
Tętniło życiem i pachniało kurczakami.
Na każdym placu, skwerze czy parku stały „budy” z grillem, na którego żerdziach, powoli obracały się kurczaki.
Ociekały tłuszczem i pachniały z kilometra.
Miałem wrażenie, że poświęcono na tą imprezę cały niemiecki drób aby młodzież nie tylko z Polski najadła się na kilka lat naprzód.
Kurczaki były bardzo małe i sprzedawano je na połówki.
Nie wiem czy by to jakiś specyficzny rodzaj kurczaków ale smakowały wybornie – miękkie, soczyste, z chrupiącą skórką.
Dodawano do nich świeże bułki .
To było proste danie i choć w tamtych czasach nie chodziłem głodny, pochłaniałem je z kolegami z zespołu zgodnie dwa, trzy razy dziennie.
Zawsze kiedy robię kurczaka wspominam owe czasy i ten jego wspaniały smak.
Nie do końca to danie jest kopią tego „niemieckiego” kurczaka ale dobywające się z niego aromaty, soczystość i kolor na pewno długo pozostaną w pamięci.

czwartek, 5 maja 2011

Szparagowe "veloute"


Ta delikatna i jedwabiście gładka zupa jest zapowiedzią pięknego lata.
Jest aromatyczna i łagodna.
Pełna wczesnego wiosennego słońca.
Można ją podawać gorącą lub mocno schłodzoną.

Już starożytni Egipcjanie traktowali szparagi jako pokarm bogów, co widać na hieroglifach wyrytych na kamiennych tablicach z królestwo faraonów (Starożytny Egipt – około 6000 lat p.n.e.)
Później - rzymski pisarz Katon Starszy opisał tak dobrze wtedy znaną roślinę jako „gulae blandimentum” – co można przetłumaczyć jako: pochlebstwo dla podniebienia, a Apicius – (Coelius Apicius – autor pierwszej znanej rzymskiej książki kucharskiej z I w.) zalecał szparagi jako pierwsze danie na zaostrzenia apetytu.
W połączeniu z jajkiem i pieprzem miało pomagać w rozniecaniu miłosnych rozkoszy.
Pędy szparagów były również zachwalane przez Pliniusza jako "warzywo Wenus" (Wenus – bogini miłości) , a jego brak w jakichkolwiek epikurejskich świętach był nie do pomyślenia (epikureizm (około 300 r. p.n.e.): kierunek filozofii, którego najważniejszym zagadnieniem był problem – szczęścia).
W średniowieczu szparagi zniknęła z kuchni.
Rozkosze miłosne, które ponoć miały wzniecać nie były w tym okresie mile widziane przez kościół.